instagram

Neapol

Miałem trochę czasu, więc wybrałem się ponownie do Włoch 🙂 Chciałbym aby tak to brzmiało, lecz wyszło jak zawsze: jest okazja, kupuję, lecę. Z tym że od pierwszego do ostatniego minął prawie rok. Czas na przygotowania długi, ogarnąłem plan zwiedzania więc w ostatni tydzień 🙂 Trochę czytałem oczywiście o tym mieście i miałem priorytety. Po pierwsze wejście na wulkan, do tego Pompeje lub Herkulanum, następnie jakaś wysepka w pobliżu, Capri na przykład. Została jeszcze jedna atrakcja, ponieważ tym razem cztery prawie pełne dni, o tym później. Ach Neapolu, tylu ludzi cię zachwala, kocha albo nienawidzi, a mi przygotowałeś pół wyjazdu deszczu… Nie dałem się złamać, choć musiałem zmodyfikować niektóre plany, zaczynajmy więc, czas to pieniądz.

dsc07305-copy
Wylot z Warszawy z samego rana, na miejscu jestem około godziny dziewiątej. Spacer prosto z lotniska na dworzec, godzinka spędzona na poznawaniu przedmieścia, jestem u celu, dworzec Garibaldi, a właściwie jego przedprzystanek- Porta Nolana. Tu wsiada znacznie mniej ludzi i w ogóle łatwiej wszystko ogarnąć. Kolejką Circumvesuvianą po paru minutach docieram do Portici, miejscowości w której mam nocleg, a taka niespodzianka. Pomyślałem że ta lokalizacja pomiędzy główną metropolią, a zabytkami będzie najlepsza, nie pomyliłem się. Szybkie zakwaterowanie u gospodarza z Airbnb, potem spacer do Herkulanum.
dsc07316-copy
A właściwie do Ercolano, czy po włosku brzmi ładniej oceńcie sami. Zanim jednak tam dojdziemy parę słów o organizacji całego przedsięwzięcia. Miałem mały dylemat jaki bilet kupić do poruszania się po mieście. Chciałem przez cały wyjazd poruszać się na jednym tygodniowym po całym regionie, lecz okazało się że takowego nie ma. To znaczy jest, ale nie obejmuje aż takiego terenu jaki mi by pasował. Stanęło więc na tym, że kupiłem kartę Artecard na 3 dni, o której wszyscy pisali na forach. Dodałem do tego 3 jednorazowe bilety na resztę podróży i wystarczyło. Cena tej karty to 33 euro. Transport metrem, kolejkami, pociągami regionalnymi, plus główne jej zalety: dwa pierwsze wejścia do muzeów za darmo 🙂 A należy powiedzieć że stanowiska archeologiczne są dosyć drogie, dobijają chyba do 15 E. Czemu nie jestem pewien? Dlatego że wchodziłem za darmo w ramach pierwszej niedzieli miesiąca. Jest to inicjatywa ogólnokrajowa, muzea i zabytki stają przed nami otworem.
dsc07627-copy
Mam nadzieję że nikt nie uzna tego za cebulactwo 🙂 Wizzair przestawiał mi godziny lotów, więc dał również możliwość zmiany terminów, czemu nie skorzystać; polecę później, będzie cieplej i ładniej, pomyślał Jarek… Jak wyszło zobaczycie, wróćmy do Herkulanum. Po wyjściu z mieszkania natrafiłem na całkiem dużo ludzi, właściwie była to cała ulica. Okazało się że trwa święto patrona miasteczka- Ciro.
dsc07314-copy
San Ciro właśnie dziś przemierzał ulice, aby wieczorem zostać uroczyście wniesiony do kościoła. Mówię oczywiście o jego figurze, niesionej przez mieszkańców. Rewelacja! Trafiłem na odpust, połączony jakby z procesją na nasze Boże Ciało. Trochę z nimi pomaszerowałem, jednak czas gonił.
dsc07328-copy
Zbiegiem okoliczności, również nazajutrz grało Napoli, niestety nie sprawili oni przyjemności neapolitańczykom. Przechadzając się uliczkami Portici mijałem wiele mieszkańców w dobrych humorach, w końcu była słoneczna niedziela, oraz ich święto. Pięknie wyglądały przygotowane na tę okazję kobierce z płatków kwiatów:
dsc07319-copy
Około 12 stawiłem się w strefie archeologicznej, troszkę inaczej ją sobie wyobrażałem. Czytałem też o mega kolejkach na 2 godziny, owszem była taka, od samej bramy, ale przeszedłem w niej w ciągu 25-ciu minut.
dsc07330-copy
O Herkulanum wiedziałem że jest mniejsze od Pompei, lepiej zachowane i bardziej skoncentronwane. Jest to twierdzenie prawdziwe, lecz nie podejmę się porównania którą strefę lepiej zwiedzić. Z mapką rozpocząłem obchód, wchodziłem do każdego pomieszczenia, starałem się nic nie ominąć. Niesamowite jest w jakim stanie się to wszystko zachowało. Minęło przecież dwa tysiące lat. Potoki piroklastyczne, popioły i lawa zakonserwowały architekturę małą i dużą znakomicie.
dsc07335-copy
Również zadziwiający jest poziom rozwinięcia kultury. Pomyśleć że jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Polsce na wsiach większość chałupek była zbudowana o wiele słabiej, nie mówiąc już o zdobieniach, malowidłach i mozaikach…
dsc07360-copy
Wieki ciemne zrobiły swoje, choć patrząc na dzisiejszą młodzież, mam wrażenie że poziom wykształcenia w niektórych sferach nie przewyższa tego starożytnego. Należy jednak wziąć pod uwagę to, że Herkulanum było osadą wypoczynkową dla bogatych, więc wszystko tam jest luksusowe.dsc07363-copy
Turystów było sporo, nieraz nawet tworzyły się małe zatory, ale to przez ciasne przejścia i atrakcyjność zabytków. Niezbyt lubię robić zdjęcia budynkom, rzeźbom i innej sztuce wszelakiej, wszystko to bowiem jest już solidnie udokumentowane, zarówno w publikacjach, jak i w internecie, jeszcze lepiej oczywiście podziwiać wszystko na własne oczy, jednak tu trochę sobie pofolgowałem. Musiałem mieć przecież materiał na bloga, ale także wszystko to było warte sfotografowania.
dsc07345-copy
W większości domów malowidła były fenomenalne, zastanawiałem się nawet czy nie chciałbym mieć czegoś takiego w łazience, lub w kuchni. Z tym pierwszym to z pewnością, szczególnie jeśli chodzi o mozaiki. A starożytni w Ercolano jedli na mieście, poniżej taki mały lokal z paleniskami:
dsc07334-copy
Ławeczka również zacna:
dsc07337-copy
W sumie spędziłem tu jakieś ponad 2 godziny. Każdemu szczególnie polecam wizytę w Herkulanum, szczególnie jeśli zależy wam na czasie, wszystko to bowiem jest na bardzo małej powierzchni. Dookoła bowiem jest miasto, co widać na pierwszym zdjęciu.dsc07393-copy
Pompeje to już zupełnie inna bajka (powyżej). W związku z tym że zostało mi sporo czasu tego dnia, ruszyłem do kolejnej strefy archeologicznej. Kolejki przy wejściu żadnej. Rozpoczynam zwiedzanie, pierwsze wrażenie- jakie to wielkie! Jestem pewien że minąłem parę ulic, nie chciałem bowiem trzymać się ściśle mapy, zresztą było tu wszystkiego za wiele.
dsc07403-copy
Również zauważyłem że część domów była zamknięta. Miała bowiem określone godziny zwiedzania, przeważnie do około 13. Ktoś musi przecież tego pilnować a utrzymywać wszystko cały dzień otwarte pewnie jest mało opłacalne. Tu też byłem zdziwiony stanem zachowania oraz sposobem wykonania dróg. Zbudowane z potężnych kamieni, z wysokimi krawężnikami, oraz ze śladami dawnych wozów. dsc07438-copy
Niektóre wille, mimo wywiezienia większości cennych eksponatów do muzeów, prezentowały się równie znakomicie, jak w Herkulanum.
dsc07428-copy
dsc07421-copy
dsc07449-copy
Niektóre rzeźby i posążki pozostały na miejscu, ku uciesze turystów, co do ich poziomu wyrafinowania, można by jednak dyskutować 🙂
dsc07380-copy
Tego dnia pogoda mi sprzyjała, dzień ciepły i słoneczny, można by nawet powiedzieć że upalny. Tylko pod wieczór zrobiło się chłodno w tych przeciągach. Miasto bowiem jest położone dosyć wysoko. dsc07406-copy
dsc07398-copy
Pompeje polecam już na cały dzień. Ja spędziłem tu jakieś 3-4 godziny, a to z pewnością zbyt mało. Nie miałem nawet czasu zajrzeć do książeczki z opisami, nie mówiąc już o odnajdywaniu się na mapie. Warto by było co nieco poczytać o miejscach które się odwiedza, a przewodnik polskojęzyczny dla małej grupki byłby idealny. Możemy poczuć się, jakbyśmy cofnęli się w czasie o te kilkanaście stuleci.
dsc07397-copy
Szczególny klimat temu miejscu nadają napisy na ścianach w stylu: ‚Gaius tu był’, ‚Okrutny Lalagusie, dlaczego mnie nie kochasz?’, ‚Secundus lubi zabawiać się z chłopcami’, lub ‚Dymałem się z barmanką’, oczywiście po łacinie. Zainteresowanych odsyłam na stronę z której zaczerpnąłem tłumaczenia: Graffiti-Pompeje
dsc07430-copy
Została mi jeszcze jakaś godzina do zamknięcia, ale już byłem nieco zmęczony. Na koniec jeszcze mała porcja zdjęć, proszę:
dsc07462-copy

dsc07454-copy
dsc07439-copy
dsc07413-copy
Tego dnia odpuściłem Neapol, zawitałem więc do Portici na koniec uroczystości, która trwała w najlepsze. Wszystko się nieco opóźniło, poszedłem więc jeszcze na wybrzeże, gdzie było również mnóstwo ludzi.
dsc07466-copy
dsc07467-copy
Zwieńczeniem niedzieli, było jak już wspominałem wniesienie figury świętego do kościoła, po całodziennym obchodzeniu miasta. Wszystko odbyło się z wielką pompą, przy solidnym wsparciu nagłośnienia. San Ciro zakończył wędrówkę, ja również udałem się na spoczynek.
img_20180506_213645-copy
Dzień drugi. To również nie będzie Neapol, zwlekam ze zwiedzaniem tego miasta ile tylko się da. Dziś się zachmurzyło, jestem jednak dobrej myśli. W planach mam wybrzeże amalfitańskie, także najpierw pociąg do Sorrento. Nie chciałem się tu jakoś dłużej zatrzymywać, więc moim kolejnym krokiem było znalezienie autobusu do Amalfi.
dsc07474-copy
Te parkowały naprzeciw wyjścia z dworca, problem był jednak w długości kolejki, musieli podstawić drugi autokar. Trasa byłaby malownicza, gdyby nie pogoda. Co prawda w jednym momencie słońce przedarło się przez niskie chmury, jednak przez resztę czasu nie można było liczyć na rozpogodzenia.
dsc07485-copy
Po dotarciu do miasta postanowiłem się nieco przespacerować. Typowe turystyczne klimaty, ciasne uliczki ze straganami, pełne mnóstwa drogich magnesów i pocztówek. W te akcesoria postanowiłem zaopatrzyć się w Neapolu.
dsc07479-copy
Podobnie zrobiłem z Limoncello, kupiłem dopiero na lotnisku. Zresztą i tak nie mógłbym wnieść nic na pokład samolotu, ponieważ bagaż miałem tylko podręczny. Do tej pory jeszcze butelki nie otworzyłem 🙂 Prawdopodobnie to zwykła cytrynówka, no może ciut lepsza od naszej.
dsc07476-copy
Nadal pochmurno, lecz nie pada. To dobrze, postanowiłem również skosztować co nieco z owoców morza, nie robię zdjęć jedzeniu, ale tu nie mogłem się oprzeć 🙂
img_20180507_125451-copy
Na początku spoko, ale gdy zaspokoiłem mój apetyt, coś pękło. Troszkę mnie zamuliło, szkoda że nie wziąłem kurczaka z kulkami ziemniaczanymi 😀
dsc07481-copy
Mój plan na kolejne godziny to ‚Sentiero degli dei’, czyli ścieżka bogów. Ile ja się naoglądałem pięknych zdjęć w internecie, morze, wzgórza, oraz piękne pejzaże. Ruszamy więc.
dsc07488-copy
Od razu po przyjeździe szukałem krótko autobusu, który dowiezie mnie do punktu z którego wyruszę, jednak nic nie znalazłem. Dopiero po spacerze po Amalfi wróciłem na dworzec i oto on, autokar do Bomerano, bądź Ageroli. Te dwie nazwy występują bowiem zamiennie w relacjach z tej części Włoch. Zwykły miejscowy pojazd, pełen raczej dzieci po szkole i miejscowych. Jako bilet wystarczyła również moja Arte karta na kampanię.
dsc07497-copy
Początek trasy jest dosyć dobrze oznaczony, zresztą w dobie smartfonów nie musimy się obawiać zbłądzenia. Przyznam szczerze, że i ja zbyt często na mój telefon spoglądałem. Mogłem sobie większość sprawdzania mapy czy dobrze jadę, oraz jak jest daleko darować.
dsc07498-copy
Powietrze było świeże, lecz wilgotne. Na szczęście również temperatura pozwalała mi na komfortowy spacer w krótkich spodenkach i t-shircie. Od razu na początku spotkała mnie miła niespodzianka. Z oddali dało się słyszeć dzwonki, domyśliłem się szybko, że chodzi o kozy, zresztą niedługo doszło charakterystyczne beczenie. Najpierw jednak wyłonił się ktoś inny:
dsc07508-copy
Pies rozpoczynał cały pochód. Wydawał się bardzo spokojny, ale rozglądał się czujnie. Generalnie całe stado liczyło z ponad 50 sztuk, ale było bardzo rozciągnięte. Jeszcze paręset metrów dalej mijały mnie małe grupki, które akrobatycznie ustępowały mi z drogi, schodząc po stromych zboczach.
dsc07509-copy
Co do innych turystów; na początku było ich dosyć mało. Dopiero później mijałem parę osób idących z naprzeciwka, ale także w moją stronę wyprzedzaliśmy się nawzajem z paroma grupkami. Droga wiodąca z Ageroli idzie delikatnie w dół. Cała trasa ma przeznaczenie na jakieś 4-5 godzin.
dsc07513-copy
Można ją oczywiście pokonać szybciej, ale po co. Jak widzicie widoki nie były powalające, w niektórych momentach nawet nachodziła mgła ograniczająca widoczność do parunastu metrów…
dsc07514-copy
Ważne jest jednak co innego. Możliwość oderwania się od zgiełku miasta, obcowania z naturą, chociażby przez te parę godzin, oraz oczywiście suche buty 🙂 Nawet w pewnym momencie na chwilę wyszło słońce, potem również trochę się przejaśniło.
dsc07523-copy
Wyobraźnia potrafi zdziałać cuda, przy bezchmurnej pogodzie musi być tu cudownie.dsc07534-copy
Powoli trasa zaczęła się kończyć. Pojawiły się schody prowadzące ostro w dół, do małej miejscowości Nocelle, a potem już do samego Positano, z którego miałem wracać.
dsc07533-copy
Niestety zaczęło padać. Zrobiło się szaro i ponuro, kulminacja tej jesiennej chandry wystąpiła na szczęście już jak byłem w autobusie. Wcześniej jednak mając duży zapas czasu pospacerowałem nieco po Positano. Były tez dłuższe chwile bez deszczu, więc nie było tak źle. Do samej plaży prowadziła uliczka osłonięta z góry pnączami i roślinnością, bardzo ciekawe rozwiązanie, przydatne pewnie w letnie upały…
dsc07548-copy
Tak zakończył się dzień drugi mojej podróży. Autobus powrotny był przepełniony, wiele ludzi się nie zabrało, moje miejsce to środkowe wyjście na podłodze. Również gdy jechałem z samego rana do Amalfi, wiele turystów stało. Cóż, to nie tylko domena polskich autobusów 🙂
dsc07550-copy
Kolejny dzień to zwiedzanie Neapolu. Sprawdzając prognozę pogody wiedziałem że będzie padać, chciałem wstąpic więc do muzeum archeologicznego, miałem jeszcze bowiem niewykorzystane dwa wejścia do przybytków kultury. Okazało się jednak że w ten dzień jest zamknięte. Ułożyłem sobie zatem inny plan- katakumby w dzielnicy Sanità.
img_20180508_114710_hht-copy
Na pierwszy ogień ‚Catacombe di San Gaudioso’ znajdujące się w podziemiach kościoła. Są mniejsze, zwiedzanie jest również krótsze. Możemy zobaczyć jak kiedyś chowano dostojników i obywateli miast. Istniały wtedy klasy grobów, jeżeli można tak to teraz nazwać. Miejsca prosto w ziemi, dla najbiedniejszych, pochówek na półkach ściennych przeznaczony dla duchowieństwa i zamożniejszych, oraz zdobione pionowe sarkofagi wiadomo dla kogo. Hajs musiał się zgadzać.
img_20180508_135228_hht-copy
Potem na jednym bilecie wyruszyłem do katakumb ‚San Gennaro’. Jest to już większy kompleks, zlokalizowany bardzo nisko. Zawsze w takich chwilach zastanawiam się nad upływem czasu. Jak to jest możliwe, że na przestrzeni setek lat poziom gruntu aż tak się podnosi. Przecież wykopaliska zawsze prowadzone są pod ziemią, w wielu europejskich stolicach przy budowach odnajdowane są stare poziomy miast. Czy ktoś tą ziemię nawozi? Czy po powodziach i pożarach wszystko jest równane z ziemią, a nowe domostwa i ulice powstają po prostu na tych starych? Ile razy musiałbym kosić trawę na podwórku nie zbierając jej i ile czasu by upłynęło, aby ukryć ślady dotychczasowej działalności…
img_20180508_133901_hht-copy
Wróćmy do tych katakumb. Można było z nich wyjść na zewnątrz, nawet do przyłączonej do nich sali starego kościoła, lecz reszta miasta mieściła się już kilkanaście metrów powyżej.
dsc07574-copy
Trochę mżyło, czasem popadało, lecz ogólnie resztę dnia przechodziłem. Chciałem się przejechać funicolarem, co mi się udało, zjazd z powrotem natomiast zbiegł się z awarią kolejki. Miałem okazję zobaczyć jak to wygląda od strony technicznej. Schody na całej długości, lecz również oddzielne klatki z ewakuacją. Dobrze że byłem najedzony, skusiłem się wcześniej na trzy ‚Sfogliatella’, czyli coś w rodzaju dużych ciastek, wyglądających może niepozornie, lecz bardzo sycących i ze smacznym nadzieniem.
dsc07578-copy
Wezuwiusz nie ukazał mi się w pełni ani razu. Wszystkie plany dotyczące wejścia na wierzchołek spaliły na panewce. Nie było sensu tam się wybierać, gdy jego szczyt opływały chmury, nic bym nie zobaczył. Może następnym razem. Czytając bowiem o Neapolu, miałem wrażenie że jest to najbardziej interesujące miasto jakie odwiedziłem, z całą masą atrakcji, szczególnie w okolicach. Kiedyś tu wrócę.
img_20180508_184541-copy
Kolejny dzień przede mną, niestety ostatni, nazajutrz wylot. Wiem że trochę za dużo narzekam tu na pogodę, lecz muszę jeszcze o niej wspomnieć. Sprawdziłem prognozy, miało padać. Wyszedłem na miasto, całkiem spoko. Dziś odwiedzę muzeum, ponieważ wczoraj było zamknięte. Plan podróży na Capri również odłożyłem na bliżej nieokreśloną przyszłość. Do zobaczenia mam również punkt widokowy, także wpierw małe rendez-vous z Neapolem.
dsc07584-copy
Czy to normalne oceńcie sami. W kontekście całej masy biednych uchodźców, matek z dziećmi poszukujących azylu.
Nie, czekaj, czy to nie są przypadkiem hordy młodych mężczyzn w wieku poborowym, przypływający w nieco innym celu…
dsc07586-copy
Pogoda się poprawia, spaceruje więc dalej. Samo miasto nie ma jakiegoś specjalnie urokliwego centrum, starówki. Jest to raczej zbitek pobudowanych kamienic, domów, gdzie i jak popadnie. Naczytałem się trochę o mafii i patologiach tego miasta. Nie zapuszczałem się jednak nigdzie nocą, choć w ciągu dnia przemierzałem niezbyt ciekawe uliczki.
dsc07591-copy
Jest tam biednie, chaotyczna zabudowa sponsorowana jest z nielegalnych pieniędzy, ponoć przytłaczająca część domostw powstawała bez urzędowych zezwoleń. Jednak będąc turystą, przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności nie mamy się czego bać. Oni z nas żyją, nikt mnie nie zaczepiał, ani się na mnie nie patrzył złowrogo, nawet dalej od centrum.
dsc07588-copy
dsc07595-copy
dsc07596-copy
dsc07601-copy
Tego dnia moja introwertyczna osobowość skusiła się na kawę w lokalu. Ale nie w takim gdzie się siedzi przy stoliku, bo z kim bym ją wypił, lecz przy takim gdzie serwują napój przy ladzie. Przy okazji można swobodnie popatrzeć jak go przyrządzają. Lokal nie byle jaki, bo Caffè Gambrinus. Historyczne miejsce w centrum miasta przy .
Nie przesadzam, kawa najlepsza jaką piłem do tej pory. Dodam od razu, że nie mam na tym polu doświadczenia, ale była przepyszna. Zamówiłem ją z ciastkiem- ‚Babą’ i bitą śmietaną w pucharku.
dsc07607-copy
dsc07616-copy
dsc07631-copy
Babà to kolejny neapolitański przysmak który trzeba spróbować. Ciastko w kształcie grzybka, nasączone syropem rumowym, pyszności. Podobno wymyślone przez byłego polskiego króla- Stanisława Leszczyńskiego. No proszę, gdybym wiedział to wcześniej, bo dopiero teraz pisząc bloga posiłkuje się źródłami, smakowała by mi jeszcze lepiej. Jako amator słodkości, musiałem zjeść ją jeszcze solo, oraz w towarzystwie lodów z truskawkami 🙂
dsc07627-copy
Czas na punkt widokowy, jest ich parę. Poprzedniego dnia widziałem kawałek morza, teraz natomiast jestem przy zamku ‚San’t Elmo’, spójrzcie:
img_20180509_144610-copy
Z zapowiadanego deszczu nic nie wyszło, szkoda że nie zaliczyłem muzeum wczoraj, dziś miałbym pole do popisu w planowaniu wycieczki dnia. Nic straconego jednak. Neapol pokazał mi się z piękniejszej strony, mogłem bez przeszkód eksplorować jego zakamarki, jak i najbardziej turystycznie uczęszczane miejsca.
Czas jednak obejrzeć wszystkie skarby przywiezione z Pompei i Herkulanum. Muzeum jest duże, wiele pomników, mozaik, całych ścian przetransportowanych tu razem z upiękniającymi je malowidłami, przedmioty codziennego użytku i wiele innych. Nie będę zamieszczał żadnych zdjęć, choć parę zrobiłem. Na pewno warto było tam zajrzeć, moja wizja miast antycznych oglądanych wcześniej tu się dopełniła.
img_20180509_150236-copy
Podsumowań czas. Spędziłem prawie 4 pełne dni w okolicach Neapolu. Podróż udana, lecz czuje lekki niedosyt, chciałbym tu kiedyś wrócić. Jest to miasto specyficzne. Pełne skrajności.
Wydałem na miejscu około stu euro, trochę dużo jak na mnie. W tym oczywiście flaszka do domu, transport wszelki. Musze jeszcze doliczyć nocleg, plus lot do Neapolu (118 zł).
W dniu odlotu wulkan tak jakby się odsłonił, jedyne ujęcie, na więcej nie miałem miejsca i okazji popatrzeć, mówiące:
‚Wejdziesz tu następnym razem’ 🙂
img_20180510_072958-copy

0 Comments

Leave Your Reply