instagram

Bergamo, po raz drugi

Zwykle nie używam takich słów, kto mnie zna, ten wie, w tym jednak przypadku inaczej powiedzieć się nie da. Zakochałem się w tym mieście 🙂 Podczas moich skromnych wojaży zawsze myślałem, że sympatia do Bergamo wiąże się z pierwszą samodzielną podróżą w nieznane, że jest to coś w rodzaju sentymentu. Bałem się zatem ponownych odwiedzin, aby nie zepsuć sobie tego wrażenia. Nic bardziej mylnego! Z pewnością wrócę tu nawet jeszcze. To całkiem spore miasto jest świetne. Koncentruję się oczywiście na starej jego części i okolicach, bowiem to jest w kręgu moich zainteresowań podróżniczych. Bergamo ukształtowało również schemat moich dalszych, oraz przyszłych wypadów, gdzie wiem już na pewno, że zawsze oprócz zabytków, tłumów ludzi i głównych ulic, powinienem znaleźć miejsce na kontakt z naturą. Ścieżka poprzez łąki, pastwiska bądź lasy, wytyczony szlak na wzgórza, lub cokolwiek innego z dala od zgiełku i zabudowań, pozwalają nieraz przy niemałym fizycznym wysiłku, poczuć i zobaczyć, jaki świat jest różnorodny i ciekawy.

Wstęp chyba mi się udał więc zaczynajmy. Przygotowałem solidną porcję zdjęć, wybierałem tak aby ujęcia nie przypominały tych z pierwszego wpisu, choć nieraz po prostu nie mogłem obfotografować czegoś ponownie 🙂 Pogoda mi sprzyjała, było słonecznie i gorąco, wręcz rewelacyjnie. Zatem w odróżnieniu od pierwszego wpisu zdjęcia będą bardziej kolorowe, żywe. Wtedy było trochę pochmurno, teraz natomiast słońce nie opuszczało mnie na krok. Nawet się trochę spaliłem, i musiałem chodzić w cieniu, co nie jest u mnie w zwyczaju.dsc06450-copy
Podróż rozpoczyna się jak zwykle na lotnisku, odwiedziłem jeszcze duże centrum handlowe po drugiej stronie ulicy, tylko po to aby dowiedzieć się że sklepy są otwierane dopiero od 9. Następnie kupno biletu 72h, i krótka jazda do dworca kolejowego, z którego dnia następnego będę odjeżdżał. Tym razem w Bergamo i okolicach spędzę 3 dni, 2 z nich chciałem przeznaczyć na wyjazdy, jednak wyszło jak zwykle inaczej. Pewnym punktem mojej podróży było pobliskie jezioro Como, resztę miałem ustalić już na miejscu, bo jak zwykle z planowaniem nie wyszło najlepiej.
Zdecydowałem że zostaję dziś w Bergamo
dsc06473-copy
Jest niedziela, koniec maja, słonecznie i gorąco. Ruszam w stronę starego miasta. Po drodze minąłem lokalny bazar, zarówno z owocami, jak i z ulicznymi sklepikarzami, obrazy, portrety, plus inne rozmaitości.
dsc06452-copy
Z oddali daje się usłyszeć wielorakie dźwięki silników, jakby motorynek, nie znam się najlepiej na tym. Podążam zatem w ową stronę i zauważam jakby uliczny wyścig, rajd. Na początku myślałem że będzie parę okrążeń i po wszystkim. Skądże znowu; po motocyklach pojawiają się kolejne wehikuły, to dopiero początek.
dsc06456-copy
Ruszyłem zatem w kierunku do którego zmierzali, pamiętałem dosyć dobrze rozkład miasta, więc mały spacer po murach  wydawał się dobry na początek. Zauważyłem że okrążenia mijają dosyć szybko, w międzyczasie można było przejść na druga stronę ulicy, gdy organizatorzy na to pozwalali.
dsc06463-copy
Ludzi było naprawdę dużo. Powoli doszedłem również do najbardziej uczęszczanej przeze mnie bramy do górnego miasta- Porta San Giacomo.
dsc06478-copy
Po małej przerwie w ruchu i po paru komunikatach w języku włoskim, na szosie pojawiły się kolejne wehikuły, myślę że niejeden z nas chciałby mieć takie coś w garażu 🙂
dsc06505-copy
Przeszedłem jeszcze kilkaset metrów, i wszystko stało się jasne. Trafiłem na rajd historycznych samochodów 🙂
dsc06507-copy
Były też całkiem nowiutkie, kilka Lambo, jak i te Ferrari wyżej, ale myślę że największą gratkę dla fanów motoryzacji, stanowiły te, które pamiętały nieco więcej. Na ‚Piazza della Cittadella’ urządzono małą wystawę i postój dla pojazdów. Poniżej moim zdaniem najciekawsze zdjęcia, a potem coś czego nigdy nie widziałem: bolidy wyścigowe, które prawdopodobnie ścigały się w niedługim czasie po wojnie. Parę z nich moja wyobraźnia zaklasyfikowała, jako posiadające silniki z samolotów, ale to pewnie przez ich osobliwy kształt, zobaczcie sami:
dsc06515-copy
dsc06517-copy
dsc06522-copy
dsc06559-copy
dsc06514-copy
dsc06534-copy
dsc06536-copy
dsc06538-copy
dsc06546-copy
Naprawdę było na co popatrzeć 🙂 Ciężko było również znaleźć odpowiednie miejsce, zwłaszcza w cieniu, oraz z dobrym widokiem. W sumie to dorzucę jeszcze parę ujęć, miało być dużo zdjęć, a fanów motoryzacji jest tu pewnie całkiem sporo.
dsc06542-copy
dsc06521-copy
dsc06518-copy
dsc06512-copy
dsc06503-copy
dsc06483-copy
No dobrze, wystarczy. Jako że już dzień zaliczyłem do udanych, wybrałem się na wzgórze, odwiedzić ruiny zamku, a dalej obrałem kurs na zachodnie rubieże Bergamo. Zauważyłem oznaczoną trasę spacerową zgodną z moim kierunkiem, więc podążyłem za innymi, najprawdopodobniej tutejszymi. Chciałem bowiem obejść zalesione wzgórze za ‚San Vigilio’. Niestety przerosło mnie to zadanie, doszedłem co prawda do równego terenu, jednak chcąc skręcić w prawo napotkałem na zakaz wejścia, las i jakieś zabudowania niby kościelne, a odbijać jeszcze dalej na południe nie miałem zamiaru…
dsc06558-copy
Jak mało brakowało obrazuje niżej zamieszczona mapka, w moim rowerowym portalu z trasami. Hmm, nie zawsze nam się wszystko udaje. Po prostu zawróciłem, nigdzie mi się zbytnio nie spieszyło, więc ta droga również była miła.
https://ridewithgps.com/trips/15809290
Jak widzicie powyżej szedłem czerwonym szlakiem, aby zawrócić po drugiej stronie wzgórza (na satelicie lepiej widać) wystarczyło by jednak odbić w lewo, lub przejść przez las, jednak zabrakło mi jaj 😀 I mapy. Wiele razy już się zarzekałem, że wezmę ze sobą chociażby gpsa, jednak pora chyba kupić nowy telefon. Potem pobrać mapy googla na dany teren i ruszać w drogę.
dsc06556-copy
Zostało mi jeszcze trochę czasu do wieczora, więc pokręciłem się po okolicy, później zjechałem funicolarem, a rajd jeszcze trwał 🙂 Tyle że teraz wybrane auta chyba się ścigały.
dsc06551-copy
Dzień pierwszy zaliczam do bardzo udanych, miałem opuścić Bergamo i udać się gdzieś pociągiem, zostałem jednak i na spokojnie delektowałem się urokiem jego uliczek.
Kwaterowanie u gospodarza z Airbnb miałem o 18, wszystko przebiegło zgodnie z planem, prysznic, małe zakupy, i dalej w drogę. Z powrotem na stare miasto, powolne snucie się zaułkami z uwagi na zmęczone nogi i ciało (pobudka o 4, lot i te sprawy), a potem jeszcze wieczorny spacer ‚Viale delle Mura’. Wróciłem około jedenastej 🙂
dsc06579-copy
Jako że maksymalne wykorzystanie dnia mam już dobrze opanowane i dalszego treningu nie potrzebuje, wstałem około 8 godziny. Pociąg o dziewiątej, do dworca miałem blisko, wsiadłem w kierunek na Lecco i pojechałem.
dsc06582-copy
Na mieście jeszcze dosyć pusto, zrobiłem sobie mały spacerek, wpierw jednak kupiłem bilet autobusowy do następnego punktu mojej podróży. Do odjazdu jakaś godzina, więc czym prędzej skierowałem się w stronę wody, przecież o to tutaj chodzi.
Jezioro Como ma bardzo specyficzny kształt, jakby odwrócona litera Y. Każda miejscowość na jego brzegu to swoista atrakcja. Hotele, rezydencje, restauracje są zapełnione. Tutejszy klimat jest nie do zapomnienia. Nie dziwię się, że w te okolice ściągają sławni i bogaci z całego świata. Tego dnia zawitałem tam ja, haha 🙂
dsc06588-copy
Jak już wspomniałem udaje się dalej, do Bellagio, miejscowości położonej jakby w rozwarciu ramion jeziora. Dostać tu się można koleją, potem promem, to wersja dla większości turystów, ja jednak wybrałem autobus, z uwagi na zapowiadane widoki. Jedzie on bowiem brzegiem jeziora. Wiele razy na trasie zwalnialiśmy do paru km/h, aby wyminąć się z osobówką, klakson przed większością zakrętów był na porządku dziennym.
dsc06616-copy
Co mogę powiedzieć, Bellagio jest cudownie piękne. Położone na małym cypelku, obejmuje wzgórze, oraz teren położony na jego przedpolu.
dsc06593-copy
Wystarczy kilkanaście minut na jego obejście. Ja również przeszedłem na wschodni brzeg, a potem zagłębiłem się jeszcze bardziej w teren.
dsc06597-copy
dsc06600-copy
Dzień był bardzo ciepły, więc trochę cienia nie zaszkodzi. Od murowanych ogrodzeń również wiało lekkim chłodem.
dsc06601-copy
Wyczerpałem mój prowiant, nie spodziewałem się że znajdę tu jakiś sklep z normalnymi cenami. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zauważyłem tabliczkę z napisem ‚Supermarket’. Poszedłem we wskazanym kierunku, i znalazłem średniej wielkości markecik. Co prawda oddaliłem się już dosyć daleko od najbardziej turystycznie opanowanego wybrzeża, niemniej byłem bardzo zadowolony ze swojego odkrycia.
dsc06605-copy
Mogłem już teraz w spokoju zwiedzać, bez męczącego uczucia pragnienia. Co mnie zdziwiło w większych sklepach samoobsługowych, to ekspedientka przy dziale z pieczywem. Ogólnie w tych rejonach, nie spotkałem się z tym, abym mógł sam wziąć, chociażby zwykłe bułki. Zawsze były one za ladą, i z osobą podającą, ewentualnie ważącą. W Bellagio natomiast, gdy wybierałem co by tu zjeść (wziąłem w końcu najzwyklejszą pizzę z oliwkami, sos pomidorowy i oliwa-pyszne), zza drzwi wyszła babuleńka na pewno ponad 80-tkę, i ukroiła mi kawałek tej jakby foccaci. Do tego szczery uśmiech, smacznego i dziękuję, takich chwil się nie zapomina.
dsc06613-copy
Czas wracać na wybrzeże, bo to jeszcze nie koniec. Czeka mnie teraz rejs promem, do pobliskiej Varenny.
dsc06615-copy
Do tej pory nie wiem, czemu były dwa miejsca odpływu promów, nawet pani w informacji nie do końca mi to wyjaśniła. Lub po prostu z moim angielskim już bardzo słabo 🙂 Wiadomo, umiejętności nieszlifowane zanikają… W następnej podróży z pewnością się o tym jeszcze przekonam.
dsc06633-copy
Rejs nie trwa długo, jakieś parę minut. Wpierw można podziwiać opuszczane miasto, a potem to do którego się udajemy. Hmm, to w sumie logiczne, chyba już za długo piszę…
dsc06650-copy
Varenna jest jeszcze mniejszym jak na moje oko miasteczkiem. Dwie, trzy uliczki, potem strome wzgórze. Dwa lata temu we wpisie o Bergamo wspominałem o kranikach z wodą, z których wszyscy korzystają. Tu była ich cała masa, dosłownie na każdym rogu. Co chwila mogłem sobie przemyć twarz bądź ręce. W Varennie również zamoczyłem stopy, być nad Como, i nie zażyć kąpieli, nawet takiej skromnej, to do mnie nie przystoi.
dsc06664-copy
Z jednej części miasta, przedostać się można do drugiej, kładką nad wodą.
dsc06653-copy
A potem spacerek po licznych schodkach.
dsc06651-copy
W miejscowości tej znajduje się zamek. Wiodą do niego dwie drogi, jedna trudniejsza, tą udałem się najpierw, poprzez schodki z pni i kamieni, krzaki oraz drzewa.
dsc06659-copy
Jej zaletą jest piękna panorama na całe miasto, jak również i jezioro, plus inne miejscowości w oddali. Parę razy musiałem przystanąć, nie tylko po to aby podziwiać widoki, szło się ostro w górę. Powrót był o niebo łatwiejszy, wybrukowana ścieżka wyprowadza nas na drugi koniec miejscowości, niedaleko dworca. Tyle że nie ma tu żadnych widoków, idziemy pod baldachimem liści.
Jeszcze małe w tę i z powrotem po Bellagio, pora się zbierać. Mam pociąg z przesiadką w Lecco. Bilet obejmuje bodajże 5, a nawet 6 godzin jazdy, więc pozostaje nawet czas na dłuższe wyjście.
dsc06668-copy
Po przyjeździe kolejne wieczorne łażenie po Bergamo. Trochę posiedziałem na głównym placu miasta, ‚Piazza Vecchia’. Nie wiem czemu, ale kompozycja która była tu podczas mojego ostatniego pobytu, wydała mi się jakby ciekawsza od oryginalnej architektury. Sztuczna trawa, fiolety i zielenie oraz miejsca do siedzenia tak zapadły mi w pamięć, że chyba przekonałem się nawet delikatnie do sztuki nowoczesnej (zdjęcia do obejrzenia w pierwszym wpisie).
dsc06728-copy
Chciałem odwiedzić jeszcze po zmroku wzgórze z ‚Castello di San Vigilio’, jednak kolejka już nie chodziła. Nic nie stało jednak na przeszkodzie aby wyruszyć tam pieszo, już nawet nie liczę który raz. Drogę znam, a nawet dwie 🙂 Niestety same ruiny na podwyższeniu i punkt widokowy były już zamknięte, co jednak nie zepsuło mi tej chwili. Nocny chłód jakby tu nie obowiązywał, co więcej, nawet nie myślałem aby zakładać coś oprócz podkoszulka, w sumie to nic przecież nie miałem.
Całą sytuację jeszcze poprawiał ten cudowny zapach kwitnących krzewów, nawet o tej porze. Znajomych botaników proszę o konsultację 🙂
dsc06679-copy
Co do tej pomocy w rozpoznaniu to poniższe zdjęcie po lewej. I niestety już ostatni dzień…
dsc06717-copy
…spędzony pod znakiem dokładniejszego zbadania topografii terenu San Vigilio. Wyruszyłem jak kiedyś, trasą oznaczoną na zielono w mapkach rozdawanych na lotnisku. Nie będę zanudzał was szczegółami, ponieważ znowu nie udało mi się zapętlić trasy tak jak bym ja to chciał. Odkryłem jednakże bardzo opustoszałą trasę przez las.
dsc06700-kopia
Po wyjściu spod koron drzew mijamy gospodarstwo z uprawą winogron, ścieżka wygląda jak prywatny podjazd, ale można swobodnie iść. Iście idylliczny krajobraz, nic tylko się położyć w cieniu oliwki i odpocząć.
dsc06701-copy
W czasie szwędania się zawijasami uliczek, spotkałem dwa razy miłego staruszka w żółtej marynarce, najpierw pozdrowił mnie serdecznie, a za drugim razem już zagadał skąd jestem, a potem powiedział że w końcu wyszło takie słońce i jest dosyć ciepło, że może swobodnie spacerować 🙂
dsc06711-copy
dsc06713-copy
dsc06692-copy
Dzień się powoli kończył, a ja z żalem żegnałem się z Bergamo. Odkryłem jeszcze dlaczego w moim ulubionym miejscu, przy ‚Porta S. Alessandro’, z dużą ilością ławek, lodziarnią, oraz stacją Funicolare, nieprzyjemnie pachnie.
dsc06683-copy
Trochę dalej w stronę bramy przez którą jeszcze nie przechodziłem, z pewnością nadrobię to kolejnym razem, jest park do którego warto się wybrać. Roztacza się z niego przyjemny widok.
dsc06689-copy
Wieczorne słońce cudnie oświetla dolinę.
dsc06726-copy
Podsumowania czas. Podróż kosztowała mnie sześćset złotówek, bez jednej. Tak, zawsze robię dokładne wyliczenia w exelu:) Była to jedna z moich najbardziej udanych wypraw. Pogoda sprzyjała, nie żałowałem sobie nawet ciastek i słodkości, ‚polenta‚ oczywiście w pierwszej kolejności. Jedzenie typu restauracja to nie mój styl, zwłaszcza gdy podróżuje sam. Większa część kosztów wyprawy to nocleg, i bilety prom/pociąg. Gentlemani o pieniądzach nie dyskutują, więc w tym miejscu zakończymy.
dsc06731-copy
Lot z samego rana, wiem że jeszcze tu wrócę.

0 Comments

Leave Your Reply