instagram

Porto

Tym razem wpis na szybko, będzie mniej tekstu, zdjęć umiarkowanie dużo. Czemu? A to dlatego, że wyprawę do tego miasta zaliczam do najmniej udanych. Nie oznacza to jednak że była zła, po prostu wybrałem się tam na początku grudnia, dlatego też nie mogłem paradować w krótkich spodenkach, również nie zorganizowałem sobie jakiejś wyprawy na łono natury, całość zwiedzania zamknęła się w terenie miast i wybrzeży, z malutkim wyjątkiem oczywiście, o czym później. Poza tym wszystkie moje dotychczasowe wypady były tak wspaniałe, że musiała nadejść ta chwila:) Zapraszam na ekspresową relację z Portugalii.

Wylot dzień po mikołajkach. Zacznę od razu od pogody, 17-19 stopni na prognozach, w praktyce oznacza to t-shirt w godzinach południowych (12-16), potem bluza (miałem budżetowy rowerowy softshell), a dla zmarzluchów po zmroku nawet kurtka. Mi dwie pierwsze pozycje wystarczyły, wspomagałem się tylko czasem buffem i cienką czapką późnym wieczorem. Należy podkreślić, że jest to bardzo wietrzne miasto, a jak wiadomo żywioł ten potęguje doznania. Tubylcy i turyści paradowali ubrani nawet cieplej. Myślałem że już po sezonie turystycznym, a tu niespodzianka.
DSC05964 (Copy)
Pierwszego dnia przyleciałem i udałem się od razu na spoczynek. Następny od rana, to już zwiedzanie miasta. Jego centrum  z wszystkimi ważniejszymi miejscami jest dosyć małe, dlatego wszędzie można dostać się pieszo. Z lotniska za to kursuje metro za jakieś dwa euro, więc komunikacja jest ok. Funicolarem w Porto nie zabierałem się. Na jednym z for znalazłem informacje, że nie opłaca się za bardzo, poza tym w Bergamo jest fajniejsze 🙂
DSC05943 (Copy)
Miasto ogólnie nie jest jakoś piękne, dużo opuszczonych budynków, stare kamienice, nie wszystko ma swój urok.
DSC05927 (Copy)
Na uwagę zasługują jednak kafelki i wszędobylska ceramika. Od zwykłych murów, po wnętrza użyteczności publicznej.
DSC05952 (Copy)
Rewelacyjnie wygląda budynek dworca kolejowego, z którego odjeżdżają również takie nasze skm-ki, do okolicznych miast. Wszystko oprócz sufitu przedstawia nam sceny rodzajowe z historii kraju.
DSC06084 (Copy)
Pierwszego dnia z rana zwiedziłem drugą stronę miasta, zaczynając od mniej znanego mostu. Należy tu powiedzieć, że Porto leży po dwóch stronach ujścia rzeki Duero, więc aby komunikacja była należyta, musi istnieć wiele połączeń.
DSC05939 (Copy)
Wracałem już mostem dwupoziomowym, który jest ważnym punktem na mapie turystycznej, oraz swoistym szlakiem spacerowym, z racji tego że na wyższej kondygnacji jeżdżą tylko sporadycznie tramwaje.
DSC06136 (Copy)
DSC05948 (Copy)
Widoki z góry są rewelacyjne, można wykonać mnóstwo świetnych zdjęć. Południowa część Porto kojarzy się chyba każdemu, już po wizycie tutaj, z winem.
DSC05941 (Copy)
Mnóstwo zakładów przetwórczych tego zacnego trunku, oferujących zwiedzanie swoich podwoi oraz degustacje, są zapewne celem niejednej wizyty obcokrajowców w tym mieście.
DSC06078 (Copy)
Zwiedzanie kontynuowałem w kierunku zachodnim, chciałem wreszcie zobaczyć ocean. Kawałek jest, można dostać się tam zabytkowym tramwajem, lub po prostu zrobić mały spacer. Wybrałem to drugie, zwłaszcza że słońce już dawno wstało i raźno sobie poczynało.
DSC05980 (Copy)
DSC05986 (Copy)
Na zdjęciu wyżej liści już nie ma. To prawda, ale tylko na gatunkach nam znanych. Na dębach, topolach i innych klonach zieleni już nie było, za to gatunki odpowiedniejsze dla tego klimatu dawały sobie nadal radę, zobaczycie później.
DSC05991 (Copy)
DSC05984 (Copy) DSC05987 (Copy)
Doszedłem do wybrzeża, potęga oceanu jak zawsze zatrważa. Nie wiem skąd odpływali portugalscy marynarze w czasach wielkich wypraw, ale można sobie wyobrazić co czuli.
DSC05992 (Copy)
DSC05996 (Copy)
Nieco dalej na północ znajdowała się fajna plaża, na której zamoczyłem stopy i kawałek nogawki. Zaczynała się naprawdę łagodnie, więc jak poszła jakaś większa fala raz na jakiś czas, to cofała się bardzo powoli, pozostawiając tylko delikatny film z wody, po którym można było poruszać się w butach, nie mocząc ich:
DSC06002 (Copy)
Kolejny etap to wizyta w parku miejskim. Tu zieleń jeszcze nie ustąpiła.
DSC06005 (Copy)
Codziennie przez 3 dni, oprócz dnia przylotu, spacerowałem wieczorami. Po tych samych miejscach przeważnie, ponieważ byłem zawsze zmęczony, moje łydki okazywały się tak zmaltretowane, że na nic innego nie miałem ochoty. Również w centrum i na jego ulicach było najładniej, najludniej, a świąteczne oświetlenia nadawały specyficzny klimat. Z uwagi na bezpieczeństwo nie chciałem się też nigdzie dalej, lub głębiej w zaułki zapuszczać.
DSC06018 (Copy)
Dzień trzeci to wyprawa do Guimarães, pierwszej siedziby władców Portugalii. Stare średniowieczne centrum miasta i X-cio wieczny zamek to główne atrakcje.
DSC06047 (Copy)
DSC06045 (Copy)
Do tego płynąca z głośników na ulicach świąteczna muzyka. Pozwiedzałem, potem posiedziałem trochę na ławeczce, łapiąc promienie południowego słońca.
DSC06053 (Copy)
DSC06051 (Copy)
Zrobiłem małe zakupy i udałem się w podróż powrotną. Czas jazdy to jakieś 1h i 15 minut, co przy dystansie około 40 km nie jest szczytem marzeń. Bilety są natomiast dosyć tanie, ładuje się je na kartę podmiejską w automatach bądź w kasach. Koszt w jedną stronę to 3E z hakiem. Popularna jest jeszcze miejscowość obok, Braga, ale tam się nie wybrałem.
DSC06057 (Copy)
Można jeszcze wjechać kolejką na dosyć wysokie wzgórze, z którego z pewnością rozciąga się wspaniała panorama, ale to też sobie odpuściłem.
DSC06068 (Copy)
Po powrocie kolejne wieczorne spacery. Poniżej widok na Ribeirę, jedną z dzielnic Porto.
DSC06070 (Copy)
Most Ponte Dom Luis I, również nieźle się prezentuje. Został zaprojektowany przez ucznia Gustawa, tego od wieży w Paryżu.
DSC06080 (Copy)
W Porto nadal rosły kwiaty, widać że były to świeże nasadzenia, miło było zobaczyć parę stokrotek. Tu ich raczej nikt nie deptał…
DSC06024 (Copy)
Świetnym miejscem dla mnie był park przy Estádio do Dragão. Nieco wyżej normalne drzewa, parę mostków i trochę wody. Niezły widok również na stadion.
DSC06027 (Copy)
DSC06029 (Copy)
Niżej już styl renesansowy, z labiryntem z bukszpanu i innymi miłymi dla oka i duszy aranżacjami.
DSC06032 (Copy)
Kolejnego dnia wybrałem się w przeciwną stronę, do Aveiro. Miasto z licznymi kanałami, łodziami jak w Wenecji, oraz z malowaną ceramiką. Na dworcu przydała by się jej jakaś rewitalizacja…
DSC06108 (Copy)
Radosna twórczość, której do końca nie rozumiem, mogła wzbudzać mieszane odczucia, mnie jednak te obrazki na łódkach napawały humorem:
DSC06095 (Copy)
Niektóre były już 18+, lecz nikt się za bardzo tym chyba nie przejmował, choć mam nadzieję że to tylko sezonowa akcja.
DSC06102 (Copy)
DSC06104 (Copy)
Miasteczko z pewnością wspaniałe w cieplejszych temperaturach, mnie jednak nie porwało. Wybrałem się na poszukiwanie oceanu, lecz jednak się przeliczyłem, dotarłem tylko mniej więcej do połowy dystansu dzielącego mnie od celu.
DSC06099 (Copy)
To niebieskie powyżej to zasypana zatoka. Natknąłem się natomiast na ciekawe roślinki.
DSC06111 (Copy)
To powyżej to już Espinho, mała miejscowość z dużym kasynem. Zaczyna się tu również nadmorska ścieżka, prezentująca nam walory nadmorskiej roślinności.
DSC06119 (Copy)
Bardzo dobre miejsce na spacery, drewniane kładki i pomosty na całej długości pozwalają w niektórych miejscach zejść na plażę. Jednak generalnie idziemy wyznaczonym szlakiem.
DSC06120 (Copy)
Szkoda że nie trafiłem na idealny zachód słońca, może kiedyś uda mi się taki sfotografować…
DSC06118 (Copy)
Kończymy przy następnej stacji kolejowej. Cudem udało mi się znaleźć ostatnie drobne na bilet, kasy nie było, jeden automat był nieczynny, a drugi nie przyjmował gotówki…
DSC06082 (Copy)
DSC05961 (Copy)
Dzień ostatni to wyprawa do Atlantyku, tym razem południowym brzegiem.
DSC06127 (Copy)
DSC06130 (Copy)

Wiedzie tędy ścieżka spacerowa, a trasa jest bardzo zróżnicowana. Dotarłem do plaży Salgueiros, po czym zawróciłem. Czas odlotu się zbliżał, zakupiłem zatem pamiątkowe pocztówki z korka, spróbowałem pieczonych kasztanów i udałem się w drogę na lotnisko. Była to niedziela, więc reprezentacyjna ulica tętniła życiem.
DSC06140 (Copy)
DSC05966 (Copy)
DSC05963 (Copy)
Tam też zakupiłem jedno winko. Szkoda mi trochę teraz że nie miałem jakiegoś bagażu rejestrowanego, wtedy mógłbym zrobić porządniejsze zapasy na mieście w zwyczajnych sklepach, no cóż, następnym razem, może jakiś specjalny wyjazd? Chętni? Zapraszam 🙂
DSC05974 (Copy)
Podsumowanie. Jak na razie mój najdłuższy z krótkich wypadów- 5 dni. Wyszło bardzo tanio, trochę ponad 600 zł. Jak już wspomniałem na początku, było bez rewelacji, ja po prostu lubię ciepło. Miasto jednak ma potencjał do zwiedzania, okolice również. Nie miałem też jakiejś specjalnej weny do rozgadania się, więc wyszło tym razem krótko. O mnóstwie rzeczy nie wspomniałem, ale są to takie sprawy, o których w każdym przewodniku czy blogu podróżniczym wspomną na pewno. Pozdrawiam i zapowiadam wpis następny, wracam do Włoch 🙂
DSC06138 (Copy)

0 Comments

Leave Your Reply