instagram

Ransart. Kilka godzin w Charleroi

Przy okazji niedawnego lotu do Marsylii miałem małą przesiadkę. W jedną stronę krótką, w drugą już nieco dłuższą, pozwalającą na mały spacer. Nie opisywałem nic z tych rzeczy, ale obiecałem sobie że co nieco napiszę. Więc zaczynamy.
Małe lotnisko przesiadkowe dla tanich linii niedaleko Brukseli: Charleroi. Bardzo często jest tak, że z niektórych portów lotniczych ciężko jest się wydostać pieszo. Płoty, wysokie ogrodzenia, betonowe szlabany przy drogach… tu jest podobnie. Ale czytałem że można, więc spróbowałem. Nie ma co marnować czasu na małym lotnisku niewiele większym niż Modlin. Co miałem tu zobaczyć to zobaczyłem. Zapragnąłem gdzieś wyjść.
DSC04715 (Copy)

Chwilę pokręciłem się przed wejściem, i już wiedziałem gdzie się skierować. Gdy wychodzimy którymś z głównych wejść, skręcamy w prawo. Dalej ciągle prosto w stronę kremowo-pomarańczowych schodów. Prowadzą one na odkryty parking i łączą się z tym zakrytym. Musimy przejść całą jego długość, kawałek jest. Kierujemy się w stronę lewego rogu i natrafiamy na taki oto widok:
DSC04714 (Copy)
Nie trzeba stosować żadnych akrobacji aby przedostać się przez te bloki. Poza nimi jesteśmy w zasadzie wolni. Dalsza droga wiedzie przy ulicy. Możemy iść przy niej, albo bardziej po trawie przy rowie odwadniającym.
DSC04713 (Copy)
Dwie ścieżki są zresztą wydeptane. Trafiłem na słoneczną pogodę, było jednak dosyć chłodno, lecz nie przeszkadzało mi to rozsiąść się na chwilę na trawce i coś przekąsić 🙂 Dalej w zasadzie droga jest jedna, ciągle przy ulicy, tą sama stroną, do jednego ronda i w prawo, potem jest drugie i również w prawo. Kolejne czyli trzecie jest trochę większe, tu musimy się przedostać w stronę zabudowań, są pasy, nie ma problemu.
DSC04698 (Copy)
Jesteśmy już w zasadzie w strefie zabudowań. Ja skręciłem w prawo, w stronę gęściej zaludnionego terenu, który widać z płyty lotniska, ta ulica to ‚Rue René Delhaize’. Miałem dość dużo czasu, przewidywałem że i tak będę jeszcze potem siedział na lotnisku, więc się nie śpieszyłem. Jedynym  moim celem, oprócz zwiedzania, było właściwie znalezienie sklepu:) Okazało się że nie jest to takie łatwe.
DSC04711 (Copy)
Ransart to tak jakby dzielnica Charleroi, nie ma tam nic ciekawego oprócz charakterystycznej, szczególnie dla obywatela dalszego kraju, zabudowy. Domy z ładnej cegły, dużo krzewów i róż, zadbane ogródki.Francuska wikipedia ma ten temat nieco do powiedzenia, jednak nie władam tym językiem, dlatego ograniczę się tylko do przytoczenia tu jakiegoś ładnego budynku, który znajduje się przy małym placyku.
DSC04699 (Copy)
Udało mi się wyszperać, że to dawny ratusz, dom René Delhaize. Za budynkiem ładny widok na lotnisko. A na placyku można usiąść i odpocząć przed dalszą drogą.
DSC04710 (Copy)
Trochę pokluczyłem ulicami, mapki żadnej robił nie będę, mamy google. Powiem tylko że skierowałem się ulicą Josepha Wautersa, dalej rozwidlała się ona na dwie kolejne, skręciłem w prawo i znów rozstaj. po tych dwóch nieco pospacerowałem i zawracałem, i wszedłem na główniejsza arterię ‚Rue Charbonnel’.
DSC04706 (Copy)
Miałem nadzieję znaleźć tu jakiś sklepik, bo do tej pory ani widu, ani słychu… Tylko trochę fajnych domów, w tym jeden na sprzedaż, ładne działki i wszechobecna pustka, no cóż, pora obiadowa.
DSC04702 (Copy)
Czasem tylko pojawiał się jakiś samochód i dostrzegłem w końcu mieszkańców. Niestety okazali się nimi ludzie o arabskich rysach twarzy, nie zawsze, ale trochę ich było…
DSC04705 (Copy)
Jak już wspomniałem przeszedłem po kawałku dwie uliczki, a potem skierowałem się w trzecią, główniejszą, idącą w stronę centrum Charleroi. Strzał w dziesiątkę! Po jakichś 300-400 metrach pojawił się mały intermarche. Uradowany wszedłem i zrobiłem drobne zakupy, coś do picia, coś do przegryzienia na lotnisku przed lotem. Trochę zapchałem kolejkę do kasy na 2-3 minuty, bowiem w systemie nie było jednego produktu który wziąłem, nie będę mówił o co chodzi, być może czytają to dzieci. Przez takie właśnie małe incydenty, niektóre błahe wydarzenia z życia potem szczególnie zapadają nam w pamięć. Tu zadziałał ten mechanizm. Do tego uśmiechnięta kasjerka o imieniu korespondującym z nazwą miasta, Charline, sprawiła że teraz opisuję tu te zakupy 🙂 Trochę dziwne, ale prawdziwe.
DSC04703 (Copy)
Osiągnąwszy ustanowiony cel, udałem się w drogę powrotną. Tą samą, bez kombinowania, w wolnym tempie, spacerkiem. Jedna ulica, druga, skwer z ratuszem, jeszcze jedna ulica, rondo i tak dalej… Na lotnisko wróciłem z dużym zapasem czasu.
DSC04700 (Copy)
Na zakończenie. Nie chciałem jechać do samego Charleroi z błahego powodu, nie ma tam nic specjalnego. Dodatkowo na jednym z for znalazłem dość zniechęcającą relację, zobaczcie sami, 30-sty post: KLIK
Do Brukseli nie opłacało się zbytnio, także wybrałem tą spokojną przylotniskową dzielnicę do zwiedzania, jaką jest Ransart. Polecam, gdy jest okazja.

0 Comments

Leave Your Reply