instagram

Podróż do źródeł Zalesianki vol 2

Niedziela, 17 kwiecień, pierwsze w tym roku temperatury ponad 20 kresek w cieniu. Słońce dogrzewa, można wystawić większe partie ciała na relaksujące promienie słońca, co też zrobiłem, można również założyć wreszcie podkoszulek, krótkie spodenki i wybrać się na rower. To drugie również uczyniłem. Mniej więcej rok temu zainspirowany pomysłem kolegi Tomka, wybrałem się na poszukiwanie źródła naszej małej ryckiej rzeczki- Zalesianki. Celu nie udało mi się osiągnąć, dotarłem do miejsca w którym znacząco zmienia się jej charakter, jak i również trzeba zejść z roweru i trochę go poprowadzić. Teraz udało mi się dotrzeć do ‚źródła’. Tyle że jest to początek dopływu błędnie naniesionego w mapach googla i nazwanego ‚Zalesianką’. Prawdziwe źródło jest gdzieś indziej! To w kolejnej części, tymczasem zapraszam na relację z tej podróży 🙂
DSC05269 (Copy)

Rozpoczynam na stawie Skalskiego. Jest to najbardziej odpowiadający mi punkt do startu, ponieważ jest bliski i wygodny. Niedawno chodniki wokół niego zostały wyłożone kostką, zrobiło się tu naprawdę ładnie. Możemy czasem zauważyć parę łabędzi, a dalej kaczek. Na razie droga jest prosta, potem się już trochę psuje, płyty chodnikowe są trochę krzywo, potem znikają całkowicie i zaczyna się teren. Warto dodać na początku że przydałby się rower z szerszymi oponami, tak 1,8 cala to optymalne minimum.
DSC05271 (Copy)
Ziemia jest w miarę ubita, jeżeli nie jedziemy po ulewach jest dość komfortowo. Ciągle jesteśmy przy samej Zalesiance. Jest to chyba najlepsza pora na tego typu wycieczkę, ponieważ nie ma jeszcze za dużo robactwa w powietrzu, a także badyla na ziemi, wiele drzew kwitnie i widoki nie są przesłonięte całkowicie przez krzaki.
DSC05270 (Copy)
Na zdjęciu powyżej jesteśmy jeszcze w okolicy stawu, tu można zauważyć ślady bytowania bobrów. Kiedyś nie było ich tu, pojawiły się dopiero około 5 lat temu. Co roku budują swoje tamy i wygląda na to że przez jakiś czas tu zabawią.
DSC05273 (Copy)
Rzeka po swojej lewej stronie często tworzy małe rozlewiska wbijające się w okoliczne łęgi i olsy. W zasadzie dominuje tu jeden gatunek, olsza czarna. Środowisko jej sprzyja.
DSC05274 (Copy)
Kilka razy w trakcie przejazdu mamy do pokonania takie oto mostki. Prymitywne, ale urokliwe. Lepiej zejść z roweru, chyba że mamy coś do przebrania.
DSC05275 (Copy)
Jak wcześniej wspominałem, pora jest idealna, ciepło, wszystko widać na przestrzał, mlecze kwitną, jak również różne krzewy i inne kwiaty.
DSC05276 (Copy)
Pora na wyjaśnienie w jaki sposób będziemy poruszali się dalej. Do tej pory ścieżka wiodła przy samym nurcie, niestety dalej będzie trochę inaczej. Po według mnie jednym z najładniejszych etapów podróży dalej będziemy poruszać się slalomem. Owszem możliwe jest przejście przy samej Zalesiance, jednak to już bez roweru, w długich spodniach, i w odpowiednich butach. Ja chcę sobie ułatwić zadanie, jak również nie uczynić z niego wyprawy na cały dzień.
Na widocznym wyżej mostku oddalam się trochę od rzeki, dalsza trasa była by możliwa, jest droga która biednie dość blisko rzeki, jednak nie chcę przełazić przez czyjeś podwórko. Zwłaszcza że mieszka pewnie tam jakiś dziadek trzymający psy luzem i mający specyficzne podejście do swojej własności… Dlatego wygodną żwirową drogą przybliżamy się w stronę ulicy Królewskiej, aby po parunastu metrach, przy kapliczce znów skręcić w piaskową ścieżkę. Ja zakręciłem wcześniej przez wyjeżdżony kawałek czyjegoś pola.
DSC05278 (Copy)
Przyda się również w tym momencie mapka, dalej będę często do niej wracał, łatwiej bowiem opisać położenie miejsca, podając jego kilometraż z linku: https://ridewithgps.com/routes/13303138
Wracamy do trasy. Po ośmiuset  metrach skręcamy więc w prawo i nadrabiamy trochę drogi, za to jedziemy w lepszych warunkach. Mijamy tyły cmentarza i trafiamy na kolejny mostek.
DSC05279 (Copy)
Przekraczamy rzekę i jedziemy wzdłuż niej. Po prawej stronie widoki pól i łąk.
DSC05280 (Copy)
Niej jest to ścieżka często uczęszczana, dlatego za klika tygodni trawa będzie już przeszkadzać w pedałowaniu. Póki co jednak jest sucho i możemy spokojnie jechać dalej.
DSC05281 (Copy)
Tu też kończą się bliskie okolice Ryk, niedługo zacznie się postoła. Widać jej skrawek już po prawej stronie.
DSC05282 (Copy)
Zagłębiamy się w małe zadrzewienie, zapowiedź dalszego krajobrazu.
DSC05285 (Copy)
Warto jeszcze odwrócić się i spojrzeć w kierunku Ryk, Zalesianka z tej perspektywy wygląda świetnie:
DSC05286 (Copy)
Ciekawie prezentuje się również miejsce ponownego żerowania bobrów, dość intensywnego, można zejść z roweru i zrobić tu sobie małą przerwę.
DSC05283 (Copy)
Dojeżdżamy w końcu do małego skrzyżowania, gdzie kierując się w prawo dojedziemy do skraju lasu, notabene bardzo przyjemna krajobrazowo również trasa, dalej skręcając w pewnym momencie jeszcze w prawo wyjechalibyśmy na ulicy młynarskiej.
DSC05289 (Copy)
Gdybyśmy tu jednak pojechali w lewo znajdziemy się po parudziesięciu metrach na królewskiej między Rykami a Zalesiem. My jednak wybieramy się prosto. Tu też kończy się jeden z etapów podróży, według mojego nazewnictwa polno-leśny 🙂
DSC05290 (Copy)
Będziemy teraz zagłębiać się w las. Parę słów o warunkach tu panujących. Jest sucho, bowiem wjeżdżamy lekko na pagórki. Są też jeżyny. Na początku jeszcze nie na drodze, ale po jakichś kilkuset metrach będą nam również przeszkadzały w jeździe, o tym jednak później, na razie nie ma się czego bać.
DSC05291 (Copy)
Drzewostan przeważnie sosnowy, czasem trafi się jakaś brzoza, akacja bądź inny krzak. Muszę tu również nadmienić że lepiej tu się samemu nie wypuszczać jeżeli ktoś nie jest za bardzo pewny siebie. W roku poprzednim napotkałem tu w samym środku lasu spacerującego pana, o dość podejrzanej reputacji. Przejechałem jak gdyby nigdy nic dalej, jednak polecam wycieczki z towarzyszem/towarzyszką. Jest tu również wiele zakrętów które ograniczają nam widoczność, a wspomniane już jeżyny nie zachęcają do zbaczania z trasy.
Na 2,6 km trasy rownież napotykamy małe rozwidlenie, raczej nie ma znaczenia którędy pojedziemy, jednakże warunki ulegają pogorszeniu. Skręciłem w lewo, ale okazało się że droga wiedzie do czyjejś posesji z mini zoo!, nie chciałem błąkać się przy czyimś ogrodzeniu i zawróciłem. Poprzednim razem dało się jeszcze tędy przejechać; z drugiej strony to samo jak widać na załączonej mapie, pozostaje nam droga górna. Jadąc dalej zagłębiłem się trochę w teren, bowiem tytuł wpisu zobowiązuje:
DSC05293 (Copy)
Teraz właśnie zaczyna się najgorszy moment. Schodzę bowiem z roweru, nie chcę złapać gumy, kolce jeżyn są zdradliwe. Ścieżka również nie najlepsza, przewieszają się kłosy traw i inne, istnieje obawa złapania kleszcza. Ja znalazłem trzy… Nie chcę nikogo narażać na niebezpieczeństwo zarażenia jakimś choróbskiem, zatem polecam na opisanym wcześniej skrzyżowaniu udać się w kierunku asfaltu, dalej dojechać do mostku w Zalesiu, gdzie rzeka przepływa na drugą stroną i wygodnie zacząć dalszy etap. To skrzyżowanie to 2,2-gi kilometr trasy. Ominiecie dalsze przygody o których za chwilę.
DSC05294 (Copy)
Po kilkuset metrach wyjeżdżamy w końcu z nieprzyjaznego lasu, musimy wpierw wypatrzyć w głuszy szlak i małą kładkę:
DSC05296 (Copy)
Widać ją w samym środku zdjęcia, między dwoma drzewami na pierwszym planie. Przejeżdżamy jeszcze kawałek już w lepszych warunkach przez zadbany młodnik, i drzewa się w końcu przerzedzają.
DSC05297 (Copy)
Tu też pozwoliłem sobie na dokładne obejrzenie dolnych partii nóg, znalezienie owych trzech kleszczy, dwóch na łydce i jednego na czarnym bucie! Wypatrzyłem sku…..na 🙂 Otrzepałem tez skarpetki i adidasy, ruszyłem dalej. Jeżeli ktoś chciałby wrócić na trasę, bądź dopiero z niej zjechać, bowiem teraz będzie po trawie i polach, to jest tu taka możliwość. Jesteśmy bowiem na samym początku Zalesia, skręcając w lewo dotrzemy do asfaltu:
DSC05298 (Copy)
Ostatnim razem pojechałem pod górę, niepotrzebnie, bowiem znalazłem się chyba na czyimś małym ‚ranczu’, drzewka w geometrycznym układzie, ładnie podstrzyżone, mała chatka, tyle że nie było stąd wyjazdu innego jak przez pole. Także teraz od razu skierowałem się prosto i na przełaj, po trawie trochę przejechałem, trochę przeszedłem.
DSC05299 (Copy)
Zalesianka oczywiście widoczna, po lewej stornie, snuje się leniwie.
DSC05300 (Copy)
Kończy się ta przechadzka zboczem i dalej mam problem, nie wiadomo jak dalej iść…
DSC05302 (Copy)
Kieruje się jak najbliżej strumienia, przez zaorane pole, łąkę, skraj lasku, znowu łąkę, mijam dopływ Zalesianki, pozdrawiam konie i wreszcie docieram do asfaltu, parę zdjęć:
DSC05304 (Copy)DSC05305 (Copy)DSC05306 (Copy)DSC05308 (Copy)
Jesteśmy na drodze wiodącej do ‚Kolonii- Zalesie’. Zjeżdżamy w dół, i parę metrów w lewo znajduje się wspomniany most, pod którym przepływa rzeka. Połowa podróży, koniec kolejnego etapu, punkt zwrotny. Charakter Zalesianki zmienia się tu diametralnie.
Zrobiłem małą mapkę, jak ominąć niewygody które opisałem, na dwa sposoby. Niebieskie to nasza trasa tak luźno przedstawiona, kolorem zielonym oznaczyłem łączniki do asfaltu jak można ominąć kłopotliwy ‚teren’, żółty kolor to alternatywna droga. Trochę się kolorami rozjechało, mam nadzieję że ogarniecie. Lepszy widok TU.

Ok, rozpoczynamy zatem nowy etap, łąkowo-bagnisty. No, może trochę przesadzam, tylko lekko zamoczyłem podeszwy jak źle wdepnąłem.
DSC05311 (Copy)
Zalesianka przepływa na drugą stronę. Do tej pory jej nurt biegł z północy na południe, teraz jednak teren jest inaczej ukształtowany i płynie ona z zachodu. Z ulicy widzimy jak wije się między małymi stawami. Tereny te są ogrodzone i znajdują się blisko zabudowań, dlatego chciałem je okrążyć. Próbowałem dwiema ulicami, jednak dopiero trzecią mi się udało. Nie znam na tyle dobrze topografii Zalesia aby porwać się na przechodzenie jakimiś skrótami, nie wiem czy nawet one są i czy ktoś sobie tego przypadkiem nie życzy. Zarówno ulica kierująca do dużego zakładu przemysłowego, jak i mniejsza okazały się ślepymi zaułkami. Teraz już wiem że właściwa Zalesianka wypływa z dużego stawu przy tej pierwszej opcji, ja jednak mylnie skierowałem się w stronę źródła jej dopływu, ostatnią ulicą która mi pozostała, tą w którą wjeżdżamy przy pomniku upamiętniającego żołnierza wyklętego- majora Bernaciaka.
Plan wyprawy we właściwym kierunku już mam, czekam tylko na lepszą pogodę. Wróćmy jednak do odbytej podróży.
Kierujemy się ulicą pod górę, potem łagodny zakręt i zonk.
DSC05313 (Copy)
Jakiś duży pies, czy przypadkiem się urwał? Szczerze wątpię. Nikogo dookoła, tylko jakaś babuszka wcześniej już skręciła w swoja drogę, musiałem zaczekać. Długo się nie zeszło, po jakichś 5 minutach odbiegł na tyle daleko aby można było swobodnie buszować w okolicy przepływu Zalesianki przez drogę.
DSC05314 (Copy)
Taki oto widok mamy po prawej stronie. My jednak zsiadamy z roweru i kierujemy się w stronę zachodzącego słońca.
DSC05315 (Copy)
Na początku jest ciężki kawałek bo ktoś myślał że orząc w poprzek spadku terenu spowoduje że rzeczka przestanie płynąć. Zrobił sobie jednak niezłe bagno. Dalej jest już lepiej.
DSC05316 (Copy)
Strumyk jest fajnie widoczny, mam nadzieję że nikomu trawy za bardzo nie zadepczę, idę pod górę.
DSC05317 (Copy)
Mijam małe zadrzewienie śródpolne. Takie krajobrazy najlepiej prezentują się przy wschodzie słońca. Ostatecznie też można podziwiać je przy zachodzie, albo w pełni upalnego lata w południe, co kto lubi 🙂
DSC05318 (Copy)
Wcześniej musiałem przejść na drugą stronę małą kładką, ale teraz z powrotem udaje się na północny brzeg. Właściwie w każdej chwili większym krokiem możemy zmienić stronę, jednak staram się iść po tych suchszych.
DSC05319 (Copy)
Ciągle w górę, tu już nie ma problemu że zabłądzimy. Właściwie w całym biegu rzeki pięknie prezentowała się knieć błotna, jednak najlepiej wygląda w tych okolicach.
DSC05320 (Copy)
Trzeba uważać gdzie się stąpa. Udało mi się wsiąść na rower i mały kawałek tego bagienka przejechać. Potem natrafiłem na kawałek łąkowej ścieżki, jednak niedługo się nią nacieszyłem, bowiem odbijała w innym kierunku.
DSC05321 (Copy)
W końcu docieram do dobrze sobie znanej polnej drogi. Dopływ przepływa pod nią i kieruje się w stronę domostw, to znaczy kierunek na źródło… Znowu nie chcę nikomu łazić przy bramie, więc jadę naokoło, najpierw w lewo, a potem przy kapliczce i drzewie w prawo (zdjęcie archiwalne- lipiec 2014):
DSC03527
Znajdujemy się teraz na końcu drogi asfaltowej która bieg swój rozpoczyna w Niwie Babickiej. Podjeżdżam trochę pod górę, i wyszukuje jakiejś polnej ścieżki w prawo, aby zbliżyć się do strumienia.
DSC05322 (Copy)
Udaje mi się znaleźć taką bez zabudowań mieszkalnych i docieram tu. W tle płot i jakieś maszyny rolnicze, przełaził nie będę, mam zoom w aparacie 🙂 Zgodnie z moją wiedzą, wspomaganą przez ‚wujka G’ tu właśnie znajduje się… źródło ‚Zalesianki’. Według bardziej poważnych źródeł, jej dopływu bez nazwy. TADAM:
DSC05323 (Copy)
Upewnijmy się, trochę dalej jest staw, podjechałem również jeszcze ulicą i wody ani śladu, zdjęcia satelitarne również nie kłamią, to tu.
Co mogę powiedzieć, dreny w polach, po prostu spływ wody, ciut dalej jest też mały zbiornik, ale do niego woda też musi jakoś wpaść. Jak powstają rzeki? Na tym się nie znam, odsyłam do literatury. Ważne że dotarłem, w miejsce odpowiednie, bo tu przecież chciałem, dopiero potem spostrzegłem że to nie jest jednak Zalesianka, trochę zawodu jest, ale urodziło się kolejne małe wyzwanie. Podsumowanie będzie w kolejnym wpisie, niech tylko się wypogodzi, zwlekał nie będę, i muszę jeszcze to tytułowe zdjęcie zrobić raz jeszcze, trochę się rozmazało…
cdn.

0 Comments

Leave Your Reply