instagram

Palma de Mallorca, czyli stolica wyspy i okolice w 2 dni

Nie do końca dwa, bo dwa i pół ale ta połowa to taka mizerna. Tym razem wybór padł na Majorkę, wyspę w archipelagu Balearów, należącą do Hiszpanii. Język bardzo przyjemny, niestety ja tylko po angielsku 🙁
Moja pierwsza podróż Ryanem, trochę zniechęciłem się do niego z powodu Modlina, ale nie ma co narzekać.  Podróż do Warszawy ładnie ogarnięta i możemy lecieć.
DSC04295 (Copy)
Startujemy tym razem podczas zachodu słońca.  Szybko robi się ciemno, próbuję więc się zdrzemnąć w samolocie, ale niestety siedzenia i towarzystwo skutecznie mi to utrudniają.  W Palmie lądujemy przed północą, i wreszcie mogę odpocząć 🙂
Pierwsza nocka na lotnisku, wyszło w sumie tak jak się tego spodziewałem (temat ogarnąłem wcześniej dogłębnie, proszę się o mnie nie martwić), wszystko było by dobrze gdyby nie dwa komary, i hałasująca nad ranem niemiecka wycieczka przy odprawie bagażu 🙂
Doświadczenia już raczej nie powtórzę, chyba że godziny przylotu/odlotu, będą naprawdę ekstremalne, nie ma co się męczyć, choć w większej grupie znajomych można by było ten temat nieźle ogarnąć. Wracając do Palmy….

Zwiedzanie rozpoczynam o świcie, czyli przed siódmą, myślałem że słońce w tych klimatach wschodzi wcześniej, ale cóż… Tu jeszcze małe wyjaśnienie, jest początek maja… Kierowca mile mnie zaskoczył, ponieważ albo się jeszcze nie obudził, albo nie chciało mu się gadać z pasażerami, biletów nie sprawdzał, kazał po prostu wsiadać- autobus do miasta kosztuje 3 euro.

DSC04309 (Copy)
Zaopatrzyłem się w mapę dopiero na miejscu, akurat idealnie trafiłem na czas otwarcia kiosków. Miasto w sumie nie jest duże, jeden dzień by wystarczył, ale o tym później. Skupiłem się oczywiście na starszej części, tu wystarczyło by jeszcze mniej czasu, potrzeby na eksplorację reszty nie miałem. Bagaż zostawiłem w przechowalni i ruszyłem.
DSC04318 (Copy)
W Palmie dało się zauważyć pewną ilość ‚cyganów’, trudnili się oni wynajmem bryczek, oprócz tego jak widać garstka ulicznych artystów próbowała jakoś zarobić na życie. Było ich jednak dość mało, nie przeszkadzali 🙂
DSC04329 (Copy)
Ciekawym elementem podróży w cieplejsze rejony Europy, jest możliwość zobaczenia owoców którymi zajadamy się podczas świąt, w ich można powiedzieć, naturalnym środowisku. Mandarynki, cytryny i inne, są powszechne, aż tak że leżą na ziemi i są namiętnie rozdeptywane. Nie ma się czemu dziwić, nie są to chyba odmiany typowo jadalne.  Zorientowanych w temacie proszę o wyrozumiałość:)
DSC04330 (Copy)
Nie było dobrą decyzją poświęcenie całego dnia na zwiedzanie Palmy, to była moja największa bolączka po powrocie, źle to sobie zorganizowałem… Najlepiej zwiedzać miasto wieczorami, a resztę czasu przeznaczyć na okolice, i tak przecież miałem lot powrotny około godziny 13 dnia trzeciego, więc czas na fotografowanie za dnia by się znalazł. Niestety nie mogłem już tego odwrócić, idziemy dalej.
Mniej więcej koło południa skierowałem się w stronę małego zamku na wzgórzu, o wdzięcznej nazwie ‚Castell de Bellver’. Droga do niego należała do dość urokliwych, ale też męczących, zwłaszcza w temperaturach środka dnia, jednak widok z góry na Palmę wynagrodził mi wszystko. O dziwo nie mam ani jednego zdjęcia tego gotyckiego zamku…
DSC04333 (Copy)
Bardzo dobrym pomysłem na poznanie miasta jest przejście wzdłuż linii brzegowej. Chodniki i ścieżki biegowo-rowerowe są świetnie zorganizowane, a odpowiedni dystans sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie.  Część portowa po zachodniej stronie miasta idealnie nadaje się do spacerowania, widok jachtów i innych statków w porcie umila nam wędrówkę.  Wschodnia część to już plaża miejska, a przy niej szeroka ścieżka dla miłośników joggingu i jazdy na rowerze.
DSC04426 (Copy)
Wracamy do centrum, bo jednak tam spędziłem najwięcej czasu. Uliczki wpasowały się w mój klimat umiarkowanie, ale nie było źle. Wąsko i wysoko,  trochę tylko zbyt młodo. Stare miasto jest na planie okręgu mniej-więcej zbudowane, z ‚Placa Major’ w środku, którego usilnie się starając, na chwilę pisania tego wpisu, nie potrafię sobie przypomnieć. Przy okazji innych podróży postaram się już tak nie ociągać 🙂
DSC04307
Wieczorem wszystko prezentuje się lepiej, nieważne kostka czy bruk:
DSC04351 (Copy)
Wróćmy jeszcze jednak do popołudnia. O godzinie 18 miałem stawić się u mojego gospodarza z Airbnb, Isabel. Nie mówiła po angielsku, ale dogadaliśmy się na migi 🙂 O czym tu dyskutować, pokój, łazienka, klucze i adios. Czysto przyjemnie, w mieszkaniu klimat retro, w pokoju niestety już nie 🙂 Po prysznicu zwiedzanie okolicy, a potem na spokojnie mogłem zacząć planować kolejny dzień.

DSC04335 (Copy)
Rower. Lubię jeździć jak widać po innych wpisach. Dlatego kolejny dzień upłynął pod jego znakiem. Późne śniadanie i wyruszamy do wypożyczalni. 7 euro za dzień to cena śmieszna za możliwość szybkiego przemieszczania się po Majorce. Miejska odmiana bicykla idealnie nadaje się do oglądania pięknych widoków, do tego koszyk z przodu na prowiant i ruszamy. Warto dodać że trafiłem na świetną pogodę, upały około 30 stopni w cieniu, tylko delikatne chmury na niebie. DSC04363 (Copy)
Długo głowiłem się nad tym gdzie pojechać, z jednej strony chciałem jak najwięcej zobaczyć, ale znowu nie można się szybko zmęczyć, należy się delektować krajobrazem. Wybrałem trasę w kierunku południowo-zachodniego krańca wyspy przez Magaluf. Chciałem zaliczyć większość wybrzeża i słynne małe zatoczki z uroczymi plażami.  Pierwsza w kolejce była ‚Cala Major’ na zachodnich rubieżach Palmy. Typowo miejska plaża, blisko ulica, do której dostajemy się po schodkach (zdjęcie powyżej). Nawet fajna, stopy zamoczone, można jechać dalej. Od razu po wyjeździe na trochę bardziej pustą drogę uświadomiłem sobie że temperatura powietrza jak i jego wilgotność coś mi delikatnie sugerują: pierwsze dwie półlitrówki wody poszły w mgnieniu oka. Dlatego zacząłem rozglądać się uważniej za sklepami i zainwestowałem w większe pojemności, tu jak wspominałem przydał się koszyk,  bulgotanie na kierownicy działało relaksująco na moje zmysły. Generalnie tego dnia wypiłem jakieś 6-7 litrów, tak mi się przynajmniej teraz wydaje.
Kolejna mała plaża w miejscowości Illetes.
Patrząc teraz w googlach, zdałem sobie sprawę że GPS jest już niezbędny, zwykła mapa przy takiej plątaninie uliczek, i przy takim stopniu pofałdowania wybrzeża jest bezużyteczna. Nawet zwykły zegarek na rękę rejestrujący przebytą trasę był by niezłym wyborem dla tych co wolą chodzić własnymi ścieżkami, ale mają później problem z odtworzeniem przebytej trasy, jak ja teraz 🙂
Ha, ludzik ze Street Viev mnie ratuje, pozdrowienia dla siostry:) Użyteczne ustrojstwo, no nie?  Kolejnym bowiem punktem w mojej podróży okazuje się ‚Platja de s’Oratori’, malutka plaża do której z trasy skierował mnie drogowskaz.

Jadąc dalej, około południa dotarłem do Palmanovy i znanej z rozrywkowego trybu wypoczynku miejscowośc: Magaluf- celu wycieczek angielskiej młodzieży, polskiej również, tu pozdrowienia  dla znajomych z hitu. Szeroka plaża, fajnie się jechało, ludzi jeszcze było mało. Jak widać:
DSC04369 (Copy)
Najlepsze dopiero się zaczyna, a przecież odjechałem tylko kawałek. Mapa była niezbyt dokładna, dlatego prym przejęła intuicja.
Na różnych blogach piszą aby nie zostawiać tu rzeczy w samochodzie, ponieważ po prostu wybijają szyby dla zwykłej torebki… Ubezpieczenie i tak to pokrywa gdy auto wypożyczamy, ale niesmak i zdenerwowanie z nami pozostaje. Nie mamy też tego co nam ktoś zwinął… Chodzi o plażę ‚Falco O de s’Alga.
Było tak: jechałem już dosyć długo, droga, lasy, pola, morza ani śladu. Zauważyłem tabliczkę, no skręcę, a co mi tam. Co z tego że opony nie nadają się zupełnie, żwir i kamienie, ale jadę. Błąd.
Jakieś 800 metrów w dół, w warunkach wyżej wspomnianych, na hamulcach oczywiście, powolutku aby nie uszkodzić kół, i siebie. Ilustruje to ten na szybko zrobiony screen, lepszy widok TU,  można było dojechać tymi asfaltowymi serpentynami, ale po co…

No właśnie, po co, dobre pytanie, widok jak widok, ale towarzystwo takie sobie. Nudyści,  oczywiście starsi, nie to żeby młodsi mi nie przeszkadzali, ekhmmm,  no, wiadomo o co chodzi w każdym razie.
Szybka fotka pamiątkowa, oczywiście uważam aby się nie odwrócić przy wykonywaniu zdjęcia, i mozolny powrót pod górę. Szyby oczywiście nikt mi nie wybił 🙂
DSC04371 (Copy)
Wspomniałem już o problemach przy wyjeździe z Magaluf? Pojawiły się bowiem takie. Nawet grupka kolarzy mi nie pomogła bo też nie bardzo wiedzieli jak pojechać dalej. Zaraz do tego wrócę….
Sol de  Mallorca to kolejny punkt na mojej trasie, miejscowość bardziej willowa, piękne widoki, pokręciłem się trochę. Potem ujrzałem olśniewający widok, dwie zatoczki, lazurowa woda…
DSC04380 (Copy)
Problem pojawił się gdy chciałem tam dojechać, nie dało się… Na zdjęciu powyżej byłem gdzieś za tamtymi budynkami w środku. Trzymałem się ciągle ostatniej, najbliższej temu miejscu drogi, ale nadal się oddalałem. Po wstępnych oględzinach mapy zrozumiałem że powinienem zawrócić, i nadjechać z innej strony, O TAK. Legenda: żółte jak pojechałem i musiałem wracać, czerwone to to niemożliwe do przejścia, a zielone to jak od razu powinienem się udać. Spotkałem też grupkę kolarzy którzy wcześniej nie potrafili mi pomóc, też sobie pojeździli jak ja i również wracali 🙂 10 niepotrzebnie zrobionych kilometrów, ale za to w jakim stylu.
DSC04376 (Copy)
Dopiero teraz przyglądając się dokładnie zdjęciom z satelity, widzę że jest możliwość przejazdu tamtędy… może następnym razem.
Musiałem więc się cofnąć, napotkałem całkiem inny krajobraz. Wnętrze wyspy to teren górzysty, trochę lasów, ale również dużo pastwisk.  Zjeżdżają tam na turnusy kolarze, aby trenować w tych specyficznych warunkach, mogłem poczuć się jak jeden z nich 😀
DSC04375 (Copy)
Zatoka do której w końcu dotarłem nosi nazwę: ‚Cala Portals Vells’. Jest dobrze oznaczona przy główniejszej trasie, zjazd jednak jest bardzo stromy i z wieloma serpentynami. Są tam 3 główne plaże, i jedna mniejsza na której zażywałem kąpieli w miłym towarzystwie.
DSC04382 (Copy)
Znowu są one dziwnie skomunikowane, aby z jednej części zatoczki dostać się do drugiej trzeba zrobić małą pętlę:
http://ridewithgps.com/routes/11860460
Oczywiście mówię tu o poruszaniu się samochodem, znając bowiem lepiej leśne ścieżki, spokojnie i bez wysiłku przedostaniemy się do kolejnej. Ja dymałem na około…  Na profilu wysokościowym widać że różnice dochodziły do 80 m.
DSC04386 (Copy)
Na pierwszej plaży minął mnie czerwony kabriolet. W środku jegomość koło 50-tki, świetnie ubrany, z towarzyszką również w stroju adekwatnym do klasy samochodu. Klimat niesamowity, niestety poruszali się w stronę plaży z której wracałem szybkim tempem: kolejnego siedliska nudystów, tym razem całych rodzin z wszystkim na wierzchu; tak się bawili 🙂 Pozostałem na wzgórzu i podziwiałem okolicę. Widoki doskonałe do robienia zdjęć.
Czas wracać na trasę, wysiłkiem wielkim, na najmniejszej przerzutce wjechałem pod górę. Minąłem małe miasteczko Son Ferrer, o świetnie zgeometryzowanym układzie ulic, dotarłem do El Toro, zwiedziłem szybko miejscową plażę o tej samej nazwie, i skierowałem się na północ do ‚Santa Ponca’.
DSC04389
W mniej więcej połowie miejscowości, dałem za wygraną, czas było wracać. Rower miał być oddany o godzinie 19, a była już 16 prawie.
W drodze powrotnej, zwiększyłem trochę tempo, ale pozwoliłem sobie na fotografie. Poniżej jak widzicie można było sobie kupić palmę w doniczce, albo innego fikuśnego sukulenta.
DSC04393 (Copy)
Przydała by się tylko ciężarówka 🙂
DSC04392 (Copy)
Dzień zaliczam do udanych. Udało mi się zobaczyć naprawdę wiele, znaleźć czas na kąpiel, pieszo też troszkę połazić. Pod koniec już nogi na nawet mniejszych wzniesieniach odmawiały posłuszeństwa, ale czego się nie robi dla realizacji wyzwania.
Jeśli macie jeszcze ochotę to zerknijcie na mapę, szczególnie na profil wysokościowy na dole, o matko!!! 75 km wyszło: MAJORKA DZIEŃ 2

Wieczór spędziłem na krótkim spacerze po ścisłym centrum Palmy, oraz z piwkiem w ręku przy nadmorskim bulwarze.
DSC04396 (Copy)
Nastał ostatni dzień mojej podróży, także spokojnie spacerowałem po tych uliczkach miasta, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi. Trafiłem nawet na nieczynną arenę walk byków. Są one jeszcze dozwolone w niektórych rejonach Hiszpanii, tu chyba dawno już się nie odbywały.
Szerzej o walkach i korridzie możecie poczytać pod tą pozycją: niezła książka.
DSC04402 (Copy)
Bardzo podobają mi się w krajach południa zewnętrzne zasłony okienne. Można spokojnie wychodzić na balkon bez ryzyka udaru w godzinach południowych.
DSC04408 (Copy)
Nadeszła w końcu chwila pożegnania, załadowałem się w autobus na lotnisko, tym razem z zakupionym biletem i pojechałem.
DSC04411 (Copy)
Czas na podsumowanie. Opisana wyprawa kosztowała mnie ok 600 zł. Bilet lotniczy trafiłem w cenie 300 zł, to właściwie determinuje cel tych krótkich wypadów. Bez przesiadek, tyle że z Modlina. Noclegi u Isabel z Airbnb wyniosły 140 zł, reszta to jedzenie i inne pierdoły, głównie woda i inne napoje 🙂
DSC04420 (Copy)
Jak już wcześniej  wspomniałem nie poświęcił bym drugi raz całego dnia na zwiedzanie Palmy, robiłem to i tak wieczorami, jak i w dzień odlotu, w zupełności by mi to wystarczyło. Co do sposobu transportu po wyspie. Jak wiecie lubię zwiedzać świat na rowerze, kondycja jeszcze jest niezła, dlatego nie żałuję decyzji o wypożyczeniu roweru. Dla bardziej leniwych również polecam to rozwiązanie, jednak tylko w Palmie, świetne ścieżki rowerowe wzdłuż wybrzeża, można też wypuścić się delikatnie dalej. Gdybym miał okazję być tu  ponownie z chęcią wybrałbym skuter, ale morałem tego wpisu niech będzie takie oto stwierdzenie: Majorka to piękna wyspa, z mnóstwem ukrytych plaż i urokliwych zatoczek; zwiedzać jednak jest ją najlepiej, w kilka dni, z trojgiem przyjaciół, w samochodzie z dobrą nawigacją 🙂

0 Comments

Leave Your Reply