instagram

Cypr

Nieco spóźniony, ale jest. Mój grudniowy wypad na wyspę Afrodyty musiał nieco poczekać, by zaprezentowano go światu. Cztery dni pobytu na tym całkiem sporym kawałku lądu będę miał przyjemność sobie kiedyś przypomnieć, dzięki temu tekstowi, a jakże! Chcę też, aby każdy odwiedzający czuł się tu również jak u siebie w domu. Zapraszam do lektury.

Niecierpliwie monitorowałem prognozy pogody, choć bilety już dawno zakupione. Aura nie rozpieszczała, lecz było z pewnością lepiej niż w Polsce, moje nogi w krótkich spodenkach wytrzymały większą część pobytu, góra też mogła się nieco opalić. O kąpieli nie było mowy, choć gdyby nie ten wiatr… ręcznik i kąpielówki miałem w każdym razie przygotowane. Na lotnisku w Larnace wylądowaliśmy wieczorem, jest ono oddalone od miasta o parę kilometrów, spacer byłby całkiem przyjemny, zważywszy na napotykane po drodze okoliczności przyrody, jednak było ciemno, więc cyk autobusik, nawet nie linia lotniskowa, tylko zwykły i jestem w centrum. Tak, w końcu całkiem porządnie się przygotowałem, choć coraz bardziej powątpiewam w sens zagłębiania się w każdy szczegół nadchodzącej podróży. Źle działa to na moją głowę, te wszystkie sztywne ramy które próbuję sobie coraz bardziej narzucić, kiedyś wydawało mi się to bardziej spontaniczne…
dsc07998-copy
Z lotniska są specjalne busy, ale linie miejskie oferują również sprawny i szybki dojazd autobusem nazywanym lotniskowym, oczywiście reszta linii też musi gdzieś dojechać, moja dowiozła mnie prawie pod blok, gdzie miałem wynajęty pokój. Zameldowałem się u Alexa, przy wejściu również spotkałem dziewczynę z polski, która dopiero co przyleciała. Mieszkanie bardzo przestronne, widok z okna na zachód, bardzo ładny.
dsc08118-copy
Wyruszyłem jeszcze na mały spacer w poszukiwaniu prowiantu, bo brzuszek musi być przecież pełny. Supermarket zamknięty, ale przy głównej ulicy parę sklepików z asortymentem całkiem zacnym. Zaczęło nieco kropić, wiało też ciągle, więc uznałem że jest to najlepsza pora aby już wracać. Z tego co wiedziałem to pogoda na Cyprze jest dosyć dynamiczna. Jak już wspomniałem, była dla mnie całkiem łaskawa, ale na sam koniec na własnej skórze przekonałem się co potrafi.
dsc08026-copy
Dzień pierwszy to wyprawa na przylądek Cape Greco,  wysunięty na południowo-wschodni skrawek wyspy, znany już wam ze zdjęcia tytułowego. Chciałem urządzić sobie porządny treking, dlatego wysiadłem przy ‚Konnos beach’. Nie udałem się prosto do mojego celu, jakim była miejscowość Ajia Napa, lecz skuszony tabliczkami podążyłem do jaskiń cyklopa.
dsc08000-copy
Grota jak to grota, ciemna, obsprejowana i nieco zaśmiecona, nic nadzwyczajnego, młodzież pewnie organizuje sobie tam balangi… Za to widoki z góry bardzo miłe dla oka. Była tu taka fajna plaża, już miałem wchodzić do wody, ale głos rozsądku wyjaśnił mi, że pewnie mnie potem przewieje, rozchoruję się, a zarabiać na kolejne wyjazdy przecież trzeba; pieniądze nie leżą na ulicy, no czasem się coś znajdzie, ostatnio 3 stówy przed robotą, ale zgubiłem kiedyś więcej…wmawiam sobie że mi ukradli 😀
dsc08004-copy
Wracając do ‚Cyclops Cave’, stąd już skierowałem się wybrzeżem na południe, przede mną długa droga. Całe wybrzeże to jeden wielki punkt widokowy z przeróżnymi formacjami skalnymi. Wielką przyjemność sprawiało mi poruszanie się tymi szlakami, niby oznaczone tabliczką co jakiś czas, ale potem zupełnie zanikające w krajobrazie. Cóż, szedłem naprzód, świeciło piękne słońce, morska bryza odświeżała twarz, uczucie rześkości dodawało niesamowitej energii. Co z tego że gps w telefonie wariował, ja nie dam sobie rady?
dsc08012-copy
Zabłądziłem troszkę 🙂 To znaczy za bardzo zbliżyłem się do bazy wojskowej, a mieli tam jakieś radary, to tylko kilkaset metrów po wapiennych formacjach, mam nadzieję że nie łaziłem po chronionych obszarach. Znalazłem znów tabliczkę ze znienawidzonym już przez moje ekspresowo zużywające się podeszwy, napisem ‚Natural Trail’ i odbiłem na zachód, ciekawy byłem ile tego dnia zrobię kilometrów, muszę w końcu zainstalować sobie to Endomondo…
dsc08015-copy
Przestało trochę wiać, szedłem teraz przy wysokim klifie, jednak już niedługo osłona znikła i wystawiła mnie ponownie na ten niebezpieczny żywioł, lecz zapewniła również fantastyczne widoki. W połączeniu ze zbliżającym się do zachodu słońcem, wzburzonymi falami, krajobraz tu wyglądał fenomenalnie, na to czekałem.
img_20181211_145649-copy
dsc08019-copy
dsc08020-copy
Generalnie zaznaczonych na mapie było kilka ciekawych miejsc, lecz to co napotykałem wystarczyło mi w zupełności, od niejakich ‚morskich jaskiń’ pojawiła się malownicza ścieżka wiodąca aż do samego końca mojej trasy. Po palmach widać jaka była wichura, ale był to ciepły wiatr. Tutaj dopiero spotkałem drugą osobę podczas mojej wędrówki, właściwie parę, która podjechała w to miejsce samochodem. Dalej mijając dwie plaże i bardzo ładnie położone resorty, dotarłem do ‚Glyki Nero Beach’, położonej na skraju Ajiy Napy. Słońce już prawie zaszło, więc momentalnie zrobiło się chłodniej, przystanek autobusowy był niedaleko. ‚Love bridge’ również.
dsc08024-copy
img_20181211_151834-copy
img_20181211_160444-copy
Kolejny dzień wizyty na Cyprze przeznaczyłem na zwiedzenie Kurionu, kompleksu archeologicznego z amfiteatrem. Wpierw podróż do Limassol, jednego z większych miast wyspy, potem lokalnym autobusem prawie na miejsce, prawie, ponieważ rozkład był do ogarnięcia, ale bezpośredni przejazd był bardzo rzadko, nie opłacało mi się na niego czekać. Generalnie i tak jeden kurs mi przepadł, ale to temat na oddzielną dyskusję.
dsc08031-copy
dsc08034-copy
dsc08027-copy
Samo miasto dosyć duże, w sezonie zapewne tętni życiem, mnie zaciekawiła jednak kolejka do… portu.
dsc08028-copy
Ok, wyruszamy do Episkopi, dalej mały spacer do ruin. Z drogi widok niecodzienny, jakby na terenach dzikiego zachodu w dobie apaczy i dyliżansów. No dobrze, zobaczymy co jest za tym wzgórzem.
dsc08039-copy
Kurion to starożytne miasto zniszczone przez trzęsienie ziemi w 365 r. n.e. Opuszczone na dobre w siódmym wieku. Teatr, oraz inne budowle znajdują się na dużym wzniesieniu, pochodzą z czasów greckich, rzymskich, dalej  wczesno-chrześcijańskich.
Powiem tak, widoki przepiękne, oczami wyobraźni oglądałem sztuki wystawiane w amfiteatrze upalnym letnim wieczorem, dookoła drzewa oliwne i inne rośliny mącące swoją ciepłą wonią umysły przechodniów. Teren jest dosyć duży, nie spieszyłem się zupełnie. Generalnie nie chce powtarzać już tego słowa, ale upiornie tam WIAŁO! Prawie mi wytrąciło z ręki telefon, gdy go wyjmowałem z kieszeni. W sumie to i tak próba zrobienia zdjęcia komórką była skazana na niepowodzenie, ponieważ obraz był zniekształcony przez szumy, nie wiem jak to możliwe, stare Sony na szczęście dało radę.
dsc08046-copy
dsc08051-copy
dsc08052-copy
dsc08058-copy
dsc08068-copy
W domu gladiatorów i Achillesa, znacie kolesia mam nadzieję, zachowały się w całkiem dobrym stanie mozaiki, zmyślnie przykryte konstrukcją przypominającą wielki dach.
dsc08060-copy
dsc08062-copy
dsc08074-copy
dsc08076-copy
dsc08071-copy
Czas było już się zbierać, miałem bowiem w planach jeszcze mały zameczek w Kolosi. Byłem nieco sceptycznie nastawiony do tego typu atrakcji, ot zwykła bryła obronna, na której dach można wejść. Wyruszyłem zatem w drogę powrotną.
dsc08038-copy
Po dotarciu na miejsce miałem kilkadziesiąt minut na zwiedzanie, bowiem spod ruin ruszał autobus powrotny do Limassol, a dalej do Larnaki. Nigdy nie byłem w takim miejscu, 2 piętra, lochy, jakieś resztki podgrodzia. Mogłem sobie wyobrazić jak wyglądało życie w takim miejscu, dwie wielkie komnaty, po bokach miejsca na paleniska, wnęka na toaletę i tyle. Zapewne wyposażenie tworzyło całkiem inny nastrój w dawnych czasach.
dsc08085-copy
dsc08081-copy
dsc08083-copy
To by było na tyle z dzisiejszego zwiedzania. Intercity do Larnaki nieco się opóźnił, a nie miałem długich spodni, także na przystanku troszkę się wychłodziłem. Reszta wieczoru to spacer po mieście, w którym moim skromnym zdaniem nie ma nic ciekawego. Mulista plaża z promenadą, potem już ścieżka przy falochronie. Doszedłem nawet do skraju słonego jeziora, ale z racji tego że było już ciemno, niczego specjalnego nie zobaczyłem. Miałem bowiem je w planach obejść lub objechać rowerem ostatniego dnia. Generalnie nie ma tam pięknych zabytków, kameralnych uliczek i wybrukowanych ścieżek między domami z ogrodami. Jest to typowe nowe miasto, przypominało mi szczególnie te z Malty. Zabudowa często wygląda na samowolkę, a niektóre budynki są sklecone jakby naprędce. Dominujący kolor to kremowo-biały, można tu wyczuć elementy stylu arabskiego, z którym zapoznałem się bliżej kolejnego dnia.
dsc08168-copy
Czas na wyprawę do Turcji. Wstałem możliwie rano, kawy sobie nie odmówiłem. Udałem się na przystanek przy plaży, z którego odjeżdżał autobus do stolicy kraju- Nikozji. Jest ona podzielona na dwie strefy, cypryjską i turecką. Dzieli je linia wraz ze strefą zdemilitaryzowaną. Przejście graniczne na dowód osobisty nie jest emocjonującym wyzwaniem, to nie Korea.
dsc08106-copy
Naczytałem się sporo, że część turecka to jedno wielkie targowisko, koniecznie trzeba to zobaczyć, bla, bla, bla i inne bzdury. Dla mnie to po prostu biedniejsza część miasta, wiadomo że mieszkają tu już inni kulturowo obywatele, ale nadal jest tu bardziej europejsko niż w Turcji kontynentalnej. Nie widziałem specjalnie nadmiaru burek i innych przejawów religii pokoju, czułem się bezpiecznie. Zwykłe miasto.
dsc08087-copy
dsc08089-copy
dsc08090-copy
Chciałem znaleźć jakiegoś tutejszego kebaba, ale wszystko wyglądało niezbyt zachęcająco, u nas z pewnością jest lepiej. Warto również pamiętać że obowiązuje tu już inna waluta.
dsc08096-copy
dsc08098-copy
Nie miałem jakieś szczególnej ochoty wchodzić do środka, wiedziałem z opisów że nic tam w sumie nie ma, czasem tylko na dywanie jakiś gołąb zostawi ostatni posiłek, zresztą nawet zorganizowana grupa turystów uwieczniła tylko to wejście na paru zdjęciach i ruszyła dalej.
dsc08101-copy
dsc08102-copy
dsc08104-copy
dsc08110-copy
dsc08114-copy
Generalnie jestem koneserem piękna (choć nie wyglądam 🙂 ), dlatego też wolę na zdjęciach uwieczniać właśnie je, z drugiej strony już napisałem że ta turecka Nikozja to taki w sumie syf, więc przyda się pewnie ilustracja. Poniżej już w miarę zwykła ulica, no może bardziej przemysłowa, tak to by wyglądało:
dsc08111-copy
Czas już się stąd zabierać, pokręciłem się troszkę jeszcze po głównym deptaku ze sklepami i poczułem mały głód. Plany dotyczące nadchodzącej obiado-kolacji, zaczęły powoli dominować w mojej głowie, nici więc ze zwiedzania 🙂
dsc08115-copy
dsc08117-copy
O jedzeniu. Trzeba spróbować koniecznie souvlaki, w sumie danie greckie, ale również tutejsze, takie szaszłyki z wieprzowinki pieczonej na ruszcie z dodatkami; oraz meze. To pierwsze było podstawą mojej diety. Zawsze bardzo lubię lokalne wypieki, tu trafiłem na kataifi atomiko, pyszne słodkie ciasto w formie cieniutkich nitek, zatopionych w słodkim syropie, kocham to. Wszelkie baklavy są tu również łatwo dostępne i co ważne tanie, a porcje solidne. W sklepie całkiem przypadkiem wybrałem tradycyjny kolejny przysmak- kolokotes, ciastko z nadzieniem z dyni i rodzynek, bardzo oryginalne w smaku.
dsc08123-copy
Powyżej najzwyklejsza ulica w Larnace. Nastał ostatni dzień, rowerem w końcu nie pojeździłem, zrobiło się nieco chłodniej, tak około 18 stopni, założyłem więc dłuższe spodnie, a to wiadomo, komfort przy jeździe słabszy. Ostatni punkt programu to słone jezioro, na którym podobno pojawiły się flamingi po niedawnej listopadowej nawałnicy. Tzn. chodzi o to że pewnie pojawiło się nieco wody, a nie je przywiało 🙂
dsc08125-copy
Postanowiłem sobie urządzić wycieczkę dookoła jeziora, odwiedzić meczet, a wracając zahaczyć o tą fajniejszą plażę w Larnace- Mackenzie.
dsc08133-copy
Dookoła była wyznaczona ścieżka, raz lepsza, czasem bardziej terenowa. Wyszło nawet słońce i zrobiło się bardzo przyjemnie. Czułem się troszkę jak w Polsce przed Wielkanocą, kiedy można wybrać się na pola ozimin i pozrywać zielone żyto do barwienia pisanek. W pewnym momencie przechodzi się bowiem szlakiem wśród upraw.
dsc08144-copy
Zbliżyłem się w końcu do flamingów. Zanim do nich dotarłem musiałem obejść połowę jeziora. Można było wejść na wybrzeże do samej tafli wody, spadek bowiem był bardzo płaski. Ptaki stały jednak troszkę daleko.
dsc08137-copy
Również całkiem dobry na nie widok, był z punktu obserwacyjnego przy meczecie, do którego w końcu dotarłem. Zabytkowy ‚Hala Sultan Tekke’ położony jest blisko brzegu, w towarzystwie małego ogrodu. Wszystko pięknie prezentuje się z zewnątrz i z daleka, w środku natomiast nie ma nic specjalnego. Aby wejść, kobiety muszą ubrać nakrycia dostępne przy wejściu. Długo tam nie zabawiłem.
dsc08154-copy
Droga powrotna wiedzie obok starego lotniska, potem zbliża się do morza i plaży, gdzie można obserwować startujące i odlatujące samoloty. Przy okazji mijamy jeszcze malutki zbiornik wodny, w którym flamingów jest całkiem dużo i są bardzo blisko.
dsc08160-copy
dsc08162-copy
dsc08163-copy
dsc08165-copy
Zbliżamy się do końca, bowiem tego dnia wieczorem mam wylot. W związku z tym że musiałem już się wymeldować, zobaczyłem co chciałem i byłem najedzony, a zostało mi ze 4 godziny do odlotu, postanowiłem wybrać się spacerem na lotnisko. Słońce zachodziło, a siedzenie na plaży nie należało do przyjemności z racji komfortu termicznego. Drogę miałem już ogarniętą do pewnego momentu, więc jeszcze raz przejdę się przy plaży i jeziorze, pomyślałem. Pogoda całkiem spoko, tylko jakieś zwykłe cumulusy.
img_20181214_160419-copy
No dobrze, jestem optymistą jeżeli chodzi o zjawiska atmofseryczne, udany, jeszcze nie zakończony wyjazd również dodał mi animuszu do powrotnego spaceru. Gdy minąłem już Larnakę coś zaczęło mżyć, po paruset metrach był to już drobny deszczyk. Przeczekałem pod palmą!!! i ruszyłem gdy ustało. Gdzieś na wysokości starego lotniska deszcz wzmógł się, więc założyłem płaszcz i nie przerywałem wędrówki. Niestety tu właśnie nadszedł ten moment, gdy Cypr pokazał mi, na co go stać. Ulewa dopadła mnie nie nagle, deszcz po prostu padał coraz mocniej. Jedna pani zatrzymała się nawet aby mnie podwieźć, ale nie chciałem jej moczyć siedzenia, byłem już prawie pod terminalem, nie robiło mi to różnicy. Gdy wszedłem do budynku troszkę ze mnie ciekło, spodnie wyżmnąłem na sobie 🙂 Na szczęście nie zalałem telefonu i biletu, bo mogło to się skończyć nieciekawie.
Szybkie podsumowanie i słoneczne zdjęcie na koniec, aby odpędzić nagromadzone chmury. Koszt wyprawy to 885 zł, w tym: bilet 118, reszta nocleg i jedzenie, oraz dosyć znaczna część- transport autobusowy między większymi miastami. Cypr to spora wyspa, jest jeszcze wiele do zobaczenia, ale także do poplażowania w sezonie letnim.
img_20181211_125019-copy

0 Comments

Leave Your Reply