instagram

Lamezia Terme

Pierwszy mój wypad do mniejszego miasta, tak daleko już poza sezonem. Kilkakrotne przekładane godziny odlotu przez Wizz nie wróżyły nic dobrego. Jak wyszło, zaraz się dowiecie. Tytułem wstępu, miałem nie lada kłopot z decyzją w sprawie noclegu, gdyż Lamezia Terme to zbitek trzech mniejszych miast, w jedną jednostkę administracyjną. Tak w ogóle i tak nie ma w nich nic ciekawego, trzeba wyruszać gdzieś dalej. Najbliżej jest Tropea, miejscowość przez wszystkich polecana. Gdy już miałem rezerwować w niej miejsce do spania, znowu zmienili mi godziny lotu powrotnego na wcześniejsze i zorientowałem się, że ciężko będzie z punktualnym przybyciem na lotnisko, nie korzystając z taksówek. Postanowiłem więc zakwaterować się w tytułowej miejscowości.

Wybrałem całkiem nieźle, szkoda mi tylko było że nie wziąłem swojej ulubionej latarki, ponieważ bardzo szybko robiło się ciemno, a droga do domu nie była w pełni oświetlona. Sam zdać sobie z tego sprawy nie zdołałem, dopiero gospodarz na miejscu zapytał się czy mnie aby nie podwieźć, bo warunki są jakie są. Postanowiłem że dam radę sam dojść, latarka w telefonie działa. I tak wieczorem pierwszego dnia, nieco zmęczony zwiedzaniem, przedzierałem się przez oliwne gaje wąskimi uliczkami ciemną nocą, przyznam szczerze, że nieco się bałem; ale tylko troszeczkę. Tylko mi było szkoda tego Convoya S2+, ale by zrobił świetlną imprezkę w tej ciemności (to jest reklama latarki)  🙂
dsc07900-copy
Jak widzicie krajobraz przedni, dom nieco na uboczu, idzie się jakieś 15 minut z dworca, czyli centrum miasta, właściwie dzielnicy ‚Santa Eufemia’. Pierwszego dnia zaplanowałem zatem wypad do Tropei. Tu należy od razu wspomnieć o sieci kolejowej. Jest bardzo dobrze zorganizowana, jedynie pociągi mogłyby jeździć częściej. Miałem przez to małe zagwostki związane z ustalaniem planu zwiedzania, musiałem dosyć wcześnie wracać, ponieważ najpóźniejsze pociągi były 3-4 razy droższe od tych zwykłych i miały do tego przesiadki.
Zrobiłem małe zakupy i wyruszyłem na stację. Bilety kupiłem od razu z powrotnym, bowiem we wszystkich źródłach informacji tak radzili. Kartą w automacie- nie ma problemu. Po 12 byłem już w Tropei. Zapowiadał się piękny dzień, 18-19 stopni, wiatr prawie niewyczuwalny. Miałem ochotę na kąpiel, widziałem nawet malutkie dzieciaki w wodzie, ale poprzestałem tylko na brodzeniu w niej po kolana.
dsc07906-copy
Jako że było już po sezonie (pierwsza połowa listopada), turystów jak na lekarstwo. Choć porównując teraz do kolejnych dni, dosyć dużo. W końcu to Tropea. Miasto bardzo ładne, starsza część położona nad wybrzeżem na klifie, widoki zapierają dech. Na samej plaży mijałem w sumie spacerujących ludzi co jakiś czas. Parę grupek lokalsów, trochę pojedynczych turystów, w pociągu natomiast byłem w przedziale pełnym polaków. Cena wszakże zobowiązuje, około 100 zł za lot w dwie strony. W ten sposób łatwo można sobie ogarnąć ciekawą wycieczkę do Kalabrii. Dla niektórych brak ludzi to duże udogodnienie, jest spokojnie, miejsca na plaży sporo, można swobodnie spacerować, czy usiąść i coś zjeść.
dsc07922-copy
Ja jednak lubię jak coś się dzieje, ten zgiełk i odgłosy miasta sprawiają że czujemy się jakbyśmy żyli razem z nim. Tym razem jednak przyszło mi zwiedzać w bardziej refleksyjnych okolicznościach. Tego dnia pogoda mi sprzyjała, w kolejnych bowiem było nieco chłodniej i pojawił się lekki wietrzyk, ale i tak od około 11-12 godziny, chodziłem w t-shircie aż do samego zachodu słońca.
dsc07913-copy
Plaża w Tropei jest dosyć rozległa i ładna, piaszczysta. Mniej więcej w jej połowie znajdował się na wzgórzu mały kościółek ‚Santuario Santa Maria dell’Isola’ niestety zamknięty. dsc07927-copy
Ze starego miasta jak już wspominałem rozpościerają się bardzo ładne widoki. Jest nawet takie jedno miejsce, z którego można obserwować piękne codzienne zjawisko. Niestety nie dane mi było zobaczyć perfekcyjnego zachodu słońca, szkoda, za późna pora roku już na to. Pewnie jeszcze we wrześniu nasza gwiazda chowała by się prosto do morza…
dsc07937-copy
Tropea to perełka tego regionu, jak zatrzymywać się na dłużej, to tylko tutaj. W mieście jest gdzie zjeść, pospacerować, klimat was nie zawiedzie, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Poniżej parę zdjęć, w tym jedno z widokiem na wulkan, oraz trochę natury.
dsc07909-copy
dsc07916-copy
dsc07918-copy
dsc07926-copy
dsc07930-copy
dsc07942-copy
Jak już wspominałem, w ciemności dotarłem do gospodarza z Airbnb. Starsze małżeństwo uprawiające w okolicy drzewka oliwne. Nie mówili po angielsku, ale za to na miejscu był chłopak który również u nich wynajmował pokój, już na dłuższy okres. Jak jestem zacofany technologicznie dowiedziałem się następnego dnia, gdy już pani w wieku babci pokazała mi w smartfonie aplikację translatora googla, tłumaczącą ze słuchu, hmm, bardzo przydatne 🙂
Z dala od morza, gdzie nie ma wiatru, było cieplutko już z samego rana. Mimo to wieczory i noce to temperatura około 10 stopni, gospodarze mieli w domu kominek i było cieplutko. To dosyć charakterystyczna kwestia na południowych krańcach Europy, często bywa że domy nie są ogrzewane, miałem tak na przykład w Portugalii, tam musiałem się ciepło otulać w nocy.
img_20181110_090935-copy
Dzień drugi to podróż do przylądka ‚Capo Vaticano’, słynącego z pięknych widoków, z klifu a jakże, oraz plaż z krystalicznie czystą wodą. Mój cel to stacja kolejowa Ricadi, oddalona od odwiedzonej dnia poprzedniego Tropei o zaledwie kilka kilometrów. Ja jednak jadę z Lamezii, to tylko godzinka na szczęście. Po dotarciu na miejsce sporo czasu zajmuje mi dojście na plażę. Jest sobota, żywego ducha na ulicach nie widzę, na plaży jedna osoba śpi, druga z plecakiem odpoczywa. Wow, aż takiej pustki się nie spodziewałem. Plątał się również kundel, z początku myślałem że to kogoś z tu obecnych pies, ale gdy zaczął na mną łazić krok w krok, nieco się zafrapowałem. Generalnie to nie chciał się ode mnie odczepić podczas całego mojego pobytu na tej plaży.
dsc07950-copy
Łażenie po kamieniach nie było najprzyjemniejsze, dlatego po jakimś czasie udałem się w ‚górę’ miasta. Zorientowałem się że są tu same pensjonaty, oczywiście puste. Przy morzu również infrastruktura była przygotowana na przeczekanie zimy. Skąd te wszystkie zachwyty o tych plażach się biorą? Nie wiem, widziałem wiele lepszych, ale przejdźmy dalej. Od strony południowej tego cypla jest świetny punkt widokowy i tam też się teraz kieruję. Droga prosta, nawet są czasem chodniki.
dsc07952-copy
Dosyć szybko docieram na miejsce i już wiem że było warto. Musi tu być pięknie w pełni lata. Jest nawet ścieżka pozwalająca zejść serpentynami niżej, na plażę. To lubię!
dsc07961-copy
dsc07963-copy
Przy punkcie widokowym są również ławeczki gdzie można odpocząć. Parę osób wraz ze mną podziwia ten widok. Grupa lokalnej młodzieży przychodzi z pieskiem. Ten na bank jest ich. Dla mnie już czas się zbierać. Wracając spostrzegam że kundel idzie za mną… paranoja jakaś. Na szczęście udaje mi się go zgubić, gdy nieco mnie wyprzedza, ja akurat skręcam 🙂
dsc07969-copy
Przypomniało mi się dopiero, że dzień ten zacząłem od odwiedzenia plaży w Lamezii. Dojście do niej trochę trwało, nie jest również to żadna rewelacja, ot kamieniste wybrzeże, ale w sumie z dosyć fajną promenadą. Jest tu również okazja do oglądania lądujących samolotów.
img_20181110_101144-copy
Dzień trzeci, już ostatni. Tym razem wybieram się na północ, do Amantei. Dosyć duże miasto, również z częścią nowszą, oraz starszą, położoną na wzgórzach. Pogoda nadal świetna, tylko dziś może jeszcze mocniej wieje. Od razu zacznę od podsumowania, była to świetna decyzja aby tu przyjechać. Niedzielny poranek, ludzie odpoczywający od pracy, zmierzający na mszę, potem na rodzinne obiady, lub do kawiarni. Poczułem wreszcie ten klimat, taki jaki właśnie lubię, wąskie uliczki, dużo schodków-skrótów, stare domy. Na samym końcu miasta również dużo zieleni i zapowiedź nostalgicznych wiejskich przedmieść. Ale zacznijmy od górujących nad wszystkim ruin zamku.
dsc07976-copy
Nikogo tam nie było, wydawało mi się nawet że mogło być nieczynne, ale furtka była otwarta, co prawda tak trochę dziwnie, ale ja nie wejdę? 🙂
Resztę starej części miasta już opisałem, poniżej zdjęcia, mówią same za siebie.
dsc07981-copy
dsc07982-copy
dsc07983-copy
dsc07988-copy
dsc07989-copy
dsc07991-copy
dsc07993-copy
dsc07994-copy
img_20181111_114139-copy
Po południu wykombinowałem jeszcze, że na 45 minut wyskoczę na stare miasto Lamezia Nicastro, tylko na tyle pozwoliły mi połączenia koleją. w sumie mogłem poszukać jakiegoś powrotu miejskim autobusem, ale nie wiedziałem czy jest warto. Generalnie całkiem ładnie, uwinąłem się szybko, miałem w pamięci wrażenia z dnia dzisiejszego więc już totalnie wyluzowany wróciłem, bowiem nazajutrz wylot do Polski.
img_20181111_163508-copy
Czas na podsumowanie. Bilety miałem kupione już rok wcześniej, za jedyne 88 zł. Noclegi to koszt około 215 zł . Wychodzi więc na to, że to jedna z moich najtańszych mini podróży, choć zestawienia jeszcze nie robiłem. Koszty biletów kolejowych na południe to około 4 euro, Amantea 3. Pomysłu na wpis nie miałem za bardzo, czytając to wszystko można dojść do wniosku, że nie była to bardzo interesująca podróż. Może wpływ miała na to wszystko pora roku, po rezerwacji tych lotów również wiedziałem, że jest to okolica którą warto zwiedzać samochodem, poruszając się z jednego punktu do drugiego, jednak dałem radę. Na przyszłość, będę się jednak starał nie odwiedzać małych miejscowości poza sezonem. Co innego miasta większe, tętniące życiem, tam zawsze jest co robić. Nie byłem jeszcze w wielu miejscach- Rzym, Ateny, Paryż…
Wpierw jednak zaliczam Cyrp, już za niespełna 3 tygodnie 🙂

0 Comments

Leave Your Reply